Subscribe: Presseurop | Kultura i debaty
http://www.presseurop.eu/pl/taxonomy/term/5/*/feed
Added By: Feedage Forager Feedage Grade B rated
Language:
Tags:
Rate this Feed
Rate this feedRate this feedRate this feedRate this feedRate this feed
Rate this feed 1 starRate this feed 2 starRate this feed 3 starRate this feed 4 starRate this feed 5 star

Comments (0)

Feed Details and Statistics Feed Statistics
Preview: Presseurop | Kultura i debaty

VoxEeurop | Kultura i debaty



The talk of the continent



 



Video: Europa teraz!

Wed, 18 Oct 2017 16:15:15 +0100

Sześćdziesiąt lat po traktacie rzymskim, podpisanym 25 marca 1957, Unia Europejska stała się „najbardziej nowatorską koncepcją współczesnej historii”. Jest ona jednak niezakończona, zagrożona przez swoje wewnętrzne demony i zewnętrznych wrogów.

Dzieje Europy to rozlewy krwi i pojednania, dobrobyt i niespełnione marzenia. Europa dźwiga brzemię tragicznej pamięci dyktatur i podziałów, ale ma też wspólną wizję i kulturę.

Kino i zdjęcia archiwalne mają nam o tym przypominać. Europejska tożsamość jest rzeczywistością. Istnieje dzięki pokoleniu Erasmus i obywatelom europejskim. Nieprawidłowe funkcjonowanie Unii i presje ze strony nacjonalistów stanowią obecnie zagrożenie, ale i historyczną szansę na uczynienie wielkiego kroku naprzód. Domagajmy się więcej Europy teraz!







Polska i kryzys uchodźczy: Reakcja Warszawy wymaga rzetelnego spojrzenia na przeszłość

Fri, 01 Sep 2017 16:56:57 +0100

, – Ciągłe odrzucanie uchodźców przez rząd polski ma gorzki posmak déjà-vu. Czy nie nadszedł już czas wyciągnąć wnioski z tragedii XX wieku? Rozwiń.



Polska i historia – reakcja: Glajchszaltowanie wojennych losów

Fri, 01 Sep 2017 16:55:30 +0100

RMF FM, Krakow – Artykuł Lorenzo Ferrariego o Muzeum II wojny światowej w Gdańsku wywołał ożywioną dyskusję w Polsce. Dziennikarz radia RMF FM Bogdan Zalewski zareagował pisząc do nas długi list. Jego stanowisko, choć kontrowersyjne, podziela niemała część polskiej opinii publicznej i obecne władze. Publikujemy go w takiej formie, w jakiej go otrzymaliśmy i w jakiej ukazał się na stronie RMF FM. Jego treść nie odzwierciedla punktu widzenia redakcji. Rozwiń.



Rozdarci pomiędzy narodem i Europą

Tue, 04 Jul 2017 15:26:01 +0100

Blog

(image)

Atak nazistowskich Niemiec na Gdańsk rozpoczął II wojnę światową. Nie przez przypadek więc to w tym mieście zainaugurowano muzeum poświęcone najbardziej krwawemu konfliktowi w historii ludzkości.

Nawet 70 lat od jej zakończenia wojna pozostaje tematem bardzo nielubianym przez Europejczyków. Podejścia do niej mogą być różne. Kuratorzy gdańskiego muzeum musieli wybrać jedno z nich, przyjmując dwa kluczowe założenia. Po pierwsze, wystawa skupiać się ma na życiu zwykłych ludzi doświadczonych wojną, a nie tylko na żołnierzach. Wielu prywatnych darczyńców przyczyniło się do wzbogacenia kolekcji, ofiarując tysiące przedmiotów należących do ich bliskich. Po drugie, muzeum ma podkreślać powiązania i podobieństwa między doświadczeniami Polaków i innych Europejczyków. Według znanego historyka Timothy’ego Snydera „to muzeum jest ewenementem na skalę europejską tudzież światową: jako jedyne przedstawia wojnę jako wydarzenie międzynarodowe”. Ten wybór jest teraz politycznie podważany w Polsce.

Debata wokół gdańskiego muzeum zaogniła się wraz z powrotem do władzy PiS-u w 2015 r. (wywodzący się z Gdańska Donald Tusk był gorącym orędownikiem jego powstania). Liderzy PiS-u nie odwiedzili muzeum, ale dali do zrozumienia, że im się nie podoba. Przeprowadzili długą batalię, aby odwołać dyrektora. Zakończyła się ona na początku kwietnia, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny zatwierdził nominację nowego dyrektora placówki – Karola Nawrockiego. Jego wizja II wojny światowej ma być bardziej kompatybilna z dyskursem partii rządzącej. Nawrocki zapowiedział już kilka zmian w stałej wystawie, która będzie niemalże wyłącznie poświęcona doświadczeniom Polaków. Ich cierpienia zostaną uwypuklone, podczas gdy autorytarne tendencje polskich władz w dwudziestoleciu międzywojennym oraz akty przemocy lub tchórzostwa Polaków np. wobec Żydów zostaną zbanalizowane.

Nikt nie kwestionuje cierpień Polaków doznanych podczas wojny, nie jest to powód do zazdrości. Jednakże nacjonalistyczna interpretacja przeszłości ma kluczowe znaczenie w dyskursie PiS-u, który opiera się w dużej mierze na martyrologii i przedstawianiu Polski jako Chrystusa Narodów. Inne interpretacje dążą do wyjaśnienia historii Polski w szerszym kontekście dziejów Europy i nie chcą zamiatać pod dywan mniej chlubnych kart historii. Próba PiS-u przejęcia kontroli nad gdańskim muzeum wpisuje się w szerszą strategię ograniczania przestrzeni niezależnej i liberalnej narracji w kraju, czego wyrazem są chociażby ingerencje w media.

Tłumaczenie: Frédéric Schneider




Michael Ignatieff o zamachu Węgier na Uniwersytet Środkowoeuropejski: “Ta uczelnia nigdy nie ugnie się przed groźbami”

Tue, 04 Apr 2017 17:09:37 +0100

Visegrad Insight, Warsaw – Wśrodę węgierski rząd ogłosił, że planuje wprowadzenie nowego prawa, którego skutkiem byłoby zamknięcie Central European University (CEU). W ekskluzywnym wywiadzie Michael Ignatieff, rektor CEU, wyjaśnia, dlaczego jego obecna walka jest kluczowa dla wolności uniwersytetu w Europie Środkowo-Wschodniej. Rozwiń.



Igrzyska Olimpijskie: Ranking krajów unijnych, które zdobyły najwięcej medali

Wed, 07 Sep 2016 11:41:29 +0100

id="datawrapper-chart-9FZ8Q" src="//datawrapper.dwcdn.net/9FZ8Q/1/" frameborder="0" allowtransparency="true" allowfullscreen="allowfullscreen" webkitallowfullscreen="webkitallowfullscreen" mozallowfullscreen="mozallowfullscreen" oallowfullscreen="oallowfullscreen" msallowfullscreen="msallowfullscreen" width="100%" height="600">var embedDeltas={"100":830,"200":644,"300":627,"400":600,"500":600,"600":556,"700":556,"800":556,"900":556,"1000":556},chart=document.getElementById("datawrapper-chart-9FZ8Q"),chartWidth=chart.offsetWidth,applyDelta=embedDeltas[Math.min(1000, Math.max(100*(Math.floor(chartWidth/100)), 100))]||0,newHeight=applyDelta;chart.style.height=newHeight+"px";

Podczas igrzysk olimpijskich w Rio wiele osób zauważyło, że gdyby wszystkie kraje Unii wystąpiły pod wspólną flagą, to z łatwością zdominowałyby medalową tabelę. Przy czym pod uwagę nie brany jest fakt, że w większości dyscyplin każdy kraj może wystawić maksymalnie dwóch zawodników. Państwa tworzące dziś UE uczestniczyły w większości letnich IO organizowanych w epoce nowożytnej od 1896. W pierwszej edycji jedynie siedem spośród dziesięciu krajów-uczestników, jest dziś członkami Unii.

Mapa ilustruje liczbę złotych medali zdobytych przez kraje unijne od 1896 r., co chętnie przypominały już media. Jednak poniższa tabelka oparta na danych zebranych przez Wikipedię i uzupełnionych po zakończeniu igrzysk w Rio, uwzględnia liczbę wszystkich medali zdobytych od czasu pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. Oczywiście klasyfikację zdominowały Niemcy, żadnego medalu nigdy nie zdobyła Malta, a Cypr tylko jeden srebrny w Londynie (2012).

id="datawrapper-chart-GKkSF" src="//datawrapper.dwcdn.net/GKkSF/1/" frameborder="0" allowtransparency="true" allowfullscreen="allowfullscreen" webkitallowfullscreen="webkitallowfullscreen" mozallowfullscreen="mozallowfullscreen" oallowfullscreen="oallowfullscreen" msallowfullscreen="msallowfullscreen" width="100%" height="817">var embedDeltas={"100":952,"200":844,"300":817,"400":817,"500":790,"600":790,"700":790,"800":790,"900":790,"1000":790},chart=document.getElementById("datawrapper-chart-GKkSF"),chartWidth=chart.offsetWidth,applyDelta=embedDeltas[Math.min(1000, Math.max(100*(Math.floor(chartWidth/100)), 100))]||0,newHeight=applyDelta;chart.style.height=newHeight+"px";

Ranking zaburzają nieco polityczne zawieruchy, aneksje i podziały, które dotknęły część krajów. Np. wynik Niemiec odzwierciedla wszystkie medale zdobyte przez niemieckojęzycznych atletów reprezentujących aż pięć krajów: Terytorium Saary (1952), Niemiecką Republikę Federalną (1958-64), Niemiecką Republikę Demokratyczną (1968-88) oraz Republikę Federalną Niemiec (1968-88). Jeśli chodzi o kraje należące do ZSRR,uwzględniliśmy medale zdobyte przed aneksją i po odzyskaniu przez nie niepodległości (1991). Statystyki byłych republik jugosłowiańskich Słowenii i Chorwacji obejmują jedynie medale zdobyte po uzyskaniu przez nie niepodległości w 1992. Ranking dla Czech i Słowacji uwzględnia medalowe miejsca zdobyte od momentu podziału Czechosłowacji w 1993 r.




Euro 2016: Bramkarz

Mon, 13 Jun 2016 19:12:16 +0100

Il Manifesto, Rzym – Cartoon. Rozwiń.



Apel do europejskich obywateli i przywódców: Uratujmy Europę!

Mon, 09 May 2016 13:41:24 +0100

, – Nacjonalizm, ksenofobia i izolacjonizm zagrażają podstawowym wartościom europejskim. Potwierdźmy te wartości w Dniu Europy, stawiając kolejny krok w stronę bardziej zintegrowanego kontynentu. Rozwiń.



Zamach na wolność prasy w Turcji: Dziura w wiadomościach

Mon, 07 Mar 2016 13:29:56 +0100

Jyllands-Posten, Aarhus – Cartoon. Rozwiń.



Integracja europejska: Dlaczego wspólna Europa jest politycznym sukcesem

Tue, 01 Mar 2016 10:39:12 +0100

W wywiadzie z tygodnikiem Polityka, prof. Andrew Moravcsik argumentuje, że Europa wypracowała właściwą równowagę między interesami narodowymi a federalizmem —

Europa działała tak dobrze nie pomimo, ale właśnie dlatego że nie jest aż tak scentralizowana, jakby chcieli euroentuzjaści; dlatego że nie wydaje tak wielkich pieniędzy; dlatego że nie ma wcale aż tylu urzędników.

W rzeczy samej, podczas budowy wspólnej Europy zawsze przeważał rozsądek, a nie nierealistyczne ideały. To eurosceptycy posuwali ją naprzód —

Na przykład de Gaulle. Stworzył on wspólną politykę rolną, najbardziej scentralizowaną politykę w Europie, a przecież był przeciwnikiem ponadnarodowych pomysłów. Margaret Thatcher była antyeuropejska, ale zdecydowanie promowała wspólny rynek.

I to właśnie wspólny rynek najbardziej chwali prof. Moravcsik —

wspólny rynek funkcjonuje dobrze, mimo największego kryzysu od lat 30. XX w. W tamtym kryzysie pierwsze, co uczyniono, to zamknięto granice. A teraz w Europie, mimo wielkich problemów z migrantami, granice są wciąż otwarte. Dlaczego? Bo Europa dorobiła się silnej instytucjonalnej ochrony swobody przepływu kapitału i towarów. I to nie jest jakieś chwilowe osiągnięcie w rozwoju, lecz prawdziwy sukces na skalę światową.

Swoboda podróżowania znalazła się jednak pod wielką presją w związku z kryzysem imigracyjnym.Prof. Moravcsik nie wierzy jednak w

w scentralizowaną europejską politykę migracyjną, że ten kraj weźmie tylu, inny tylu itd. Raczej będą to targi między państwami zależne od ich sytuacji wewnętrznej.

W innych obszarach Europa wciąż przewodzi. Mimo wzrostu potęgi Państwa Środka,

Europa w każdym aspekcie – gospodarczym, wojskowym, sile perswazji – góruje nad Chinami. Każdego roku wysyła 50–70 tys. żołnierzy do różnych krajów świata, Chiny – praktycznie żadnego. Chiny są najbardziej przeszacowanym krajem na świecie, Europa – najbardziej niedoszacowanym.

A Stany Zjednoczone?

Amerykanie nie umieją finansować ani organizować pomocy rozwojowej, handlu, wspierać instytucji międzynarodowych, praw człowieka, nie prowadzą takich operacji jak rozszerzenie Unii, nie mają wielkiego wpływu na Rosję, bo z nią nie handlują.

Moravcsik dostrzega jednak pewną rysę na tym jasnym wizerunku Unii —

Wprowadzeniu euro towarzyszyła wiara, że cykle gospodarcze krajów strefy walutowej będą coraz bardziej zbieżne, ale tak się nie stało. Trwanie przy tej polityce sprzyja kredytodawcom, a nie kredytobiorcom. Być może na dalszą metę to służy wszystkim, ale średniookresowo sprzyjało krajom takim, jak Niemcy, Holandia, Finlandia, a nie sprzyjało Grecji, Hiszpanii, Portugalii ani Włochom. Tkwimy w tej polityce, gdyż krótkookresowe koszty wyjścia z niej są zbyt wysokie. To ironia losu, bo przy wprowadzeniu euro myślano, że bolesne, choć krótkie, będzie przystosowanie się do wspólnej waluty, za to skutki długoterminowe będą dobroczynne.




Referendum w Wlk. Brytanii: Brexit wyzwaniem dla europejskich mediów

Wed, 03 Feb 2016 13:18:07 +0100

, – Rok 2016 zdominują debaty o politycznym trzęsieniu ziemi, jakim może być ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z UE w następstwie referendum ogłoszonego przez Davida Camerona. Te dyskusje dotyczyć będzie nie tylko Brytyjczyków, ale wszystkich mieszkańców Europy, podkreśla szef sieci Euranet Plus. Rozwiń.



UE i demokracja: „Należy otworzyć instytucje europejskie na debatę publiczną"

Thu, 30 Jul 2015 14:16:30 +0100

W wywiadzie przeprowadzonym przez Filipa Douroux, który ukazał się we francuskim dzienniku Libération, autor książki Démocratiser l’Europe – Zdemokratyzować Europę (wydawnictwo Seuil, 2014) potępia brak możliwości przeprowadzania demokratycznej debaty na temat polityki gospodarczej Wspólnoty. A przecież, jak zauważa, „pierwotny projekt europejski ujęty w Traktatach Rzymskich z 1957 r., miał być też projektem politycznym, a nie tylko zbiorem zasad mających na celu stworzenie wspólnej przestrzeni gospodarczej i monetarnej”. Jednak obecnie jedynym prawdziwie europejskim rządem jest ten, który sprawuje władzę nad jednolitym rynkiem i strefą euro regulowaną przez trzy „niezależne" instytucje: Europejski Trybunał Sprawiedliwości, Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny (EBC). Wszystkie trzy instytucje tworzą oficjele, którzy nie przeszli demokratycznej procedury wyborczej – nawet jeśli komisarze zatwierdzeni zostali przez Parlament – i, paradoksalnie, to oni właśnie „skonstruowali maszynerię polityczną Europy, twierdząc przy tym, że pozostają poza jakimikolwiek ideologiami i wpływami dyplomatów (ministrów spraw zagranicznych) postrzeganych jako nośniki ‘narodowych egoizmów’”. Na tym właśnie, twierdzi Antoine Vauchez, polega rozdźwięk w Unii: za każdym razem gdy podejmuje się ona próby działania „w ogólnym interesie europejskim”, ostateczne decyzje zapadają w gronie „niezależnych instytucji”, z dala od polityki. Kryzys w strefie euro jedynie pogłębił tę sprzeczność. W europejskiej polityce gospodarczej posłowie parlamentów krajowych zepchnięci są na drugi plan: nie mając możliwości inicjowania ustaw europejskich, zmuszeni są do współtowarzyszenia działaniom, a nie równoważenia polityki Unii, która coraz bardziej skąpi grosza. A nawet jeśli, jak podczas niedawnego kryzysu greckiego, ministrowie finansów i szefowie państw i rządów strefy euro interweniują, to „układ sił podczas negocjacji faworyzuje tych, którzy, jak np. niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble, są za wzmocnieniem reguł ponadnarodowej konstytucji gospodarczej ustanowionej przez ‘niezależne’ instytucje na przestrzeni lat”, mówi Vauchez. Po wyborach europejskich w 2014 r. Parlament Europejski powinien był zająć należne mu miejsce w demokratycznej debacie europejskiej. Jednak, jak sądzi Vauchez, „bardzo wiele stracił podczas kryzysu”, gdyż „nie ma żadnego przedstawiciela w trojce [EBC, MFW i Komisji Europejskiej] i wciąż jeszcze żaden parlamentarzysta nie uczestniczy w ustalaniu planów oszczędnościowych, w szczególności dotyczących Grecji”. Podjęcie przez premiera Grecji Aleksisa Tsiprasa decyzji w sprawie rozpisania referendum w kwestii planu pomocy zaproponowanego przez eurogrupę było „pewnego rodzaju odpowiedzią na brak możliwości powstania ponadnarodowych podziałów wokół polityki Unii. Bo – jak uważa francuski badacz – poddani zostaliśmy dość brutalnym prawidłom gospodarczym, jakie regulują relacje między wierzycielami a dłużnikami, między krajami Północy i Południa”. Fakt, że niektórzy uznali konsultację z wyborcami za „zaprzeczenie demokracji” „ukazuje do jakiego stopnia wybory nie są częścią metody wypracowywania kompromisów politycznych w Brukseli”. Tak więc, jeśli w tym kontekście nie obajwi się żaden europejski polityk, powodem będą „zasady określone przez Komisję lub EBC, które paraliżują wszelką wolę polityczną. [...] Politycy wchodzący na scenę europejską wciskani są w bardzo ścisłe ramy europejskiego projektu, które zmuszają ich do porzucenia swoich prerogatyw na rzecz instytucji spoza[...]



Konkurs Eurowizji: Kto na kogo głosował

Thu, 28 May 2015 16:16:23 +0100

Autor: Lorenzo Ferrari

Konkurs Piosenki Eurowizji powstał w 1956 r., by poprzez kulturę popularną promować integrację europejską. Zwycięzca konkursu jest wyłaniany w oparciu o preferencje narodowego jury oraz publiczności krajów uczestniczących.

Mapa, stworzona przez użytkownika Guinev korzystającego z danych Eurowizji, pokazuje jak głosowały na siebie poszczególne kraje przez 60 lat trwania konkursu. Kraje bałkańskie, byłego ZSRR oraz skandynawskie regularnie udzielały sobie wzajemnego poparcia. Inne przykłady międzynarodowej solidarności regionalnej rodziły się w wyniku ruchów migracyjnych: Portugalczyków do Francji czy Turków do Niemiec.




Europa i demokracja: Głosy narodowe, oddźwięk europejski

Fri, 22 May 2015 14:09:44 +0100

, – Bez względu na to, czy chodzi o Wielką Brytanię czy Grecję, niezwykle wyrównane wybory do parlamentów krajowych wydają się mieć decydujący wpływ na losy Unii. Europejczycy powinni się jednak wypowiedzieć przy urnach, czy instytucje europejskie będą kiedyś bardziej demokratyczne. Rozwiń.



Rocznica zakończenia II wojny światowej: „Kobiety od gruzów” nie świętują

Mon, 11 May 2015 08:15:38 +0100

Svenska Dagbladet, Sztokholm – Po zakończeniu wojny dziesiątki tysięcy kobiet pomagało w odgruzowywaniu i odbudowie zbombardowanych niemieckich miast, często padając ofiarą gwałtów ze strony wyzwolicieli. Ale ich praca i cierpienie nigdy nie zostały należycie docenione. Rozwiń.



Historia: Mapa krajów, które uznają za ludobójstwo mord na Ormianach i Wielki Głód (Hołodomor) na Ukrainie

Mon, 04 May 2015 13:02:58 +0100

Mapa krajów, które oficjalnie uznają za ludobójstwo rzeź Ormian(Medz Yeghern) z 1915 r.; Hołodomor, czyli wywołaną przez Sowietów w latach 1932-33 klęskę głodu na Ukrainie oraz obie rzeczy.

Większość krajów europejskich uznaje jedno lub oba wydarzenia za ludobójstwo. Wyjątkiem są Portugalia, Islandia, Wlk. Brytania, Irlandia, Dania, Norwegia, Finlandia, Luksemburg, Białoruś, Albania i kraje byłej Jugosławii.




Slavoj Žižek: „Największym zagrożeniem dla Europy jest bezczynność”

Thu, 16 Apr 2015 15:27:24 +0100

W wywiadzie z niemieckim tygodnikiem Der Spiegel Slavoj Žižek, lewicowy słoweński filozof, oskarża Europę o bezczynność w obliczu jej bolączek. Zapewnia też, że nie jest głupcem. „Jestem komunistą dlatego, że nie ma niczego lepszego; z desperacji, jaką wywołuje sytuacja w Europie”.

Kryzys na kontynencie nie sprowadza się dla Žižka do wspierania bądź nie kapitalizmu – to kryzys sięgający fundamentów zachodniej demokracji. Niemniej, jak zapewnia filozof, „powrotu do komunizmu nie ma”. Według niego cztery główne wyzwania dla zglobalizowanego systemu kapitalistycznego na świecie to zmiana klimatu, konsekwencje badań biogenetycznych, brak mechanizmu samoregulującego na rynkach finansowych oraz rosnąca liczba ludzi zmarginalizowanych.

Žižek uważa, że „tylko odnowiona lewica może uratować najważniejsze wartości liberalnej demokracji. Jeśli lewica zaprzepaści tę szansę, grozi nam nowy faszyzm albo autorytaryzm”. Odpowiedzią na religijny fundamentalizm, prawicowy populizm i nacjonalizm nie powinna jednak być głębsza integracja i jeszcze większa tolerancja, lecz nowa dominująca kultura, która wytycza pewne granice. Taką „wiodącą kulturą”, według filozofa, w Europie mogłoby być uniwersalne Oświecenie. Albowiem w pewnym momencie współistnienie kultur przestaje być możliwe.

„Największym zagrożeniem dla Europy jest bezczynność, powrót do kultury apatii i powszechnego relatywizmu”, mówi Žižek, nawiązując do poczucia winy Europejczyków, które było źródłem wielokulturowej tolerancji. W związku z tym mamy do czynienia „z wybuchową sytuacją, w której dwa narody bądź dwie grupy religijne żyją blisko siebie, ale prezentują skrajnie różne, nie dające się pogodzić style życia, co sprawia, że odbierają krytykę ich religii lub obyczajów jako atak na ich tożsamość”. Mimo to Žižek broni Europy i nazywa siebie „eurcentrycznym lewicowcem” -

Jestem przekonany, że potrzebujemy Europy bardziej niż kiedykolwiek. Wyobraźmy sobie bowiem świat bez Europy: pozostałyby na nim dwa bieguny. Z jednej strony Stany Zjednoczone z brutalnym neoliberalizmem, a z drugiej tzw. kapitalizm azjatycki z autorytarną architekturą polityczną. W środku byłby zaś Putin z Rosją pragnącą się poszerzać. Stracilibyśmy wówczas najbardziej wartościową spuściznę Europy, godzącą demokrację ze swobodą zbiorowego działania, bez której równość i sprawiedliwość nie byłaby możliwa.

Tłum. Maciej Zglinicki




Günter Grass 1927-2015: Śmierć niemieckiego sumienia

Mon, 13 Apr 2015 18:13:53 +0100

Cicero, Berlin – Cartoon. Rozwiń.



Nowa rola Niemiec w Europie: Czwarta Rzesza, ale czy na pewno?

Thu, 02 Apr 2015 13:21:10 +0100

Jakie jest miejsce Niemiec w Europie? Czy sponiewierane kraje Południa mają rację porównując obecną dominację Niemiec do ponurych czasów rządów nazistów? Na te pytania próbuje odpowiedzieć grupa dziennikarzy w specjalnym raporcie tygodnika Der Spiegel. Wyciągając wnioski z burzliwej przeszłości kraju, utrzymują oni, że „europejski przywódca mimo woli” jest, paradoksalnie, zbyt duży a zarazem zbyt mały, by odgrywać rolę kontynentalnego lidera: Wyraźnie widać, że strefa euro zarządzana jest przez Niemcy, choć przywództwo Berlina bywa kwestionowane. Ma on jednak znaczący wpływ na los milionów obywateli innych krajów. Taka władza wiąże się jednak z dużą odpowiedzialnością. Tymczasem niemiecki rząd i politycy czasami zachowują się jakby przewodzili maleńkiemu państewku. Dzięki sukcesowi gospodarczemu, Niemcy uzyskały de facto polityczną dominację. Jednak w dużej mierze są nieprzygotowane, by poświęcić swoje krótkoterminowe cele i stać się prawdziwym przywódcą politycznym, czytamy w Der Spiegel. Arogancja niemieckiej dyplomacji rodzi się z pragnienia, by wszyscy członkowie strefy euro przestrzegali niemieckich zasad związanych z oszczędzaniem i wydajnością. A to jest woda na młyn przeciwników niemieckiej hegemonii — Niemal wszyscy krytycy niemieckiej polityki sprowadzają swoje zarzuty do jednego zwrotu: zaciskanie pasa. Odnosi się on do polityki oszczędności, mającej pozytywne konotacje w Niemczech. Ale w krajach europejskich najmocniej dotkniętych przez kryzys, kojarzy się ona z ponurą deprywacją narzuconą z zewnątrz. Niemcy eksportują już wszędzie nie tylko swoje towary, ale także zasady. Jak twierdzą rozmówcy z Grecji, Włoch czy Francji, porównania z Trzecią Rzeszą biorą się stąd, że Niemcy chcą za wszelką cenę zabezpieczyć swoje gospodarcze interesy. Der Spiegel odrzuca takie porównania, twierdząc, że „nikt nie próbuje łączyć Merkel z nazizmem”, ale „użycie słowa Rzesza, inaczej imperium, jest już bardziej na miejscu”. Nie ma bowiem wątpliwości, że Niemcy wywierają potężny wpływ daleko poza swoimi granicami, narzucając politykę oszczędności niechętnym jej partnerom gospodarczym. Historia udziela jednak niepokojącej lekcji obecnym panom Europy. Ukształtowana pod rządami Bismarcka Druga Rzesza, która trwała aż do klęski w I wojnie światowej, znajdowała się w niewygodnym położeniu: stała się wiodącą potęgą Europy, a mimo to nie miała dość siły, by samodzielnie zdominować kontynent. Niemcy, jak argumentują autorzy artykułu, dziś są w podobnej sytuacji. Nadwyżka w wymianie handlowej wynosi obecnie 217 mld euro. Jednak wyrastające ponad swych sąsiadów Niemcy są nadzwyczaj podatne na gospodarcze załamania na południu Europy. Po raz kolejny, są za duże i zbyt małe, by skutecznie przewodzić innym — Wierzyciele się boją i dlatego domagają się władzy nad dłużnikami. Boją się, że nigdy więcej nie ujrzą swych pieniędzy. Niemcy mogłyby spłacić długi Grecji, ale już nie Włoch i Hiszpanii. Pytanie brzmi, jak Niemcy mogą lepiej odgrywać rolę najpotężniejszego państwa w Europie. Der Spiegel podsumowuje za Hansem Kundnanim, mieszkającym w Londynie specjalistą od niemieckiej polityki zagranicznej. „Prawdziwy hegemon, jak np. USA”, pisze Kundnani, „nie tylko ustanawia pewne normy, lecz zachęca tych, którymi rządzi, do pozostania częścią systemu”. To wymaga jednak stworzenia mechanizmów przynoszących kor[...]



Trojka: „Najlepsze co się mogło przytrafić Grecji”

Mon, 23 Feb 2015 14:26:17 +0100

Członkowie strefy euro utworzyli tzw. trojkę, by utrzymać kontrolę nad wypłatami dla Grecji kolejnych transz pożyczek w 2010 r. i dopilnować, aby kraj ten wprowadził oszczędności oraz konieczne reformy, pisze Michael Martens we Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Ten zespół złożony z przedstawicieli Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), Europejskiego Banku Centralnego (EBC) oraz Komisji Europejskiej, miał „stać się rządem pomocniczym i audytorem z permanentnym prawem do interwencji”. Jednak, jak pisze Martens, sama nazwa trojka, a pewnie także i skład zespołu, wkrótce się zmieni.

Opowiada się za tym ponoć szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Powód? Unia była niechętna mieszaniu się w jej sprawy przez MFW, a EBC „nigdy nie był przekonany do roli”, jaką miał pełnić w trojce, którą tworzyli „eksperci z Harvardu lub London School of Economics”. Jeździli oni do Aten, „gdzie zatrzymywali się w hotelach Grand Bretagne lub w Hiltonie, otwierali swoje eksperckie laptopy i wprowadzali liczby w tabelkach Excela, by zorientować się, jak sobie radzi Grecja. Innymi słowy: trojka była najlepszym co mogło się przytrafić Grecji”.

Rzeczą uderzającą było jednak to, że „nikt tak naprawdę nie wiedział, co trojka tak naprawdę robi —

Trzej główni negocjatorzy trojki są praktycznie nieznani. Nazwisk Poula Thomsena z Danii ani Niemców: Klausa Masucha oraz Matthiasa Morsa, najważniejszych graczy podczas kryzysu w strefie euro, nie kojarzy prawie nikt. Trojka sprowadziła na Grecję „najgorsze doświadczenia”, które rząd w Atenach starał się łagodzić, zmieniając w ostatniej chwili prawo. Mimo to, jak zauważa Martens —

Trojka odrzuca zarzuty jakoby jej żądania pogłębiły kryzys społeczny. Chodziło raczej o to, że grecki rząd przeniósł ciężar [reform] z uprzywilejowanych na zwykłych obywateli.




Thomas Piketty: „Powszechne moratorium na grecki dług”

Fri, 20 Feb 2015 16:48:00 +0100

Polityka zaciskania pasa okazała się „katastrofalna” dla Europy, mówi ekonomista Thomas Piketty francuskiemu tygodnikowi Le Un. Jak tłumaczy —

Pięć lat temu odsetek osób bez pracy i poziom długu publicznego w strefie euro były takie same jak w USA. Próby zmniejszenia deficytów szybko doprowadziły do recesji, a w ślad za nią, do wyższego bezrobocia i długu publicznego. Obecnie priorytetem jest przywrócenie wzrostu gospodarczego.

Autor Kapitału w XXI w. utrzymuje, „że nie sposób trwale rozwiązać greckiego kryzysu bez gruntownego przeorganizowania strefy euro”. Piketty proponuje zastąpienie obniżania deficytu „politycznym i demokratycznym ustaleniem” jego [dopuszczalnego] poziomu, podobnie jak wysokości podatku CIT. Do tego jednak konieczne jest utworzenie „izby parlamentarnej strefy euro”.

Francuski ekonomista twierdzi, że Grecja boryka się obecnie z deficytem tylko dlatego, że płaci gigantyczne odsetki od długu. „Grecy mogliby zatem ogłosić moratorium i finansować swoje wydatki samodzielnie”, idąc w ślady Niemiec, których dług po II wojnie światowej przekraczał 200 proc. PKB i nigdy nie został spłacony.

Piketty proponuje także „uwspólnotowienie długów publicznych przekraczających 60 proc. PKB, tak by wszystkie kraje członkowskie strefy euro mogły czerpać korzyści z niskich stóp procentowych”.




Zagrożenia dla europejskiej integracji: Czy UE skończy jak Jugosławia lub ZSRR?

Sat, 07 Feb 2015 16:07:27 +0100

Wzrastające nierówności, ekstremizm i nietolerancja zagrażają podstawowym fundamentom europejskiej integracji, pisze John Feffer w Le Monde diplomatique. Feffer, dyrektor Foreign Policy in Focus, amerykańskiego portalu omawiającego zagadnienia polityki międzynarodowej, ostrzega, że Unia Europejska „może śladem Związku Radzieckiego i Jugosławii pójść na śmietnik nieudanych federalizmów", jeśli ulegnie swarom destabilizującym obecnie kontynent.

Feffer twierdzi, że Europa miała wszelkie szanse na sukces po zakończeniu zimnej wojny, gdy inne główne mocarstwa poniosły porażkę, stając się wzorcem spójności społecznej, wzrostu zmniejszającego nierówności i rządów prawa. Chociaż UE dużo osiągnęła od tego czasu, jej od dawna dominujące połączenie liberalizmu rynkowego i integracji regionalnej sprzyjało narastaniu oporu. Według Feffera, Europie wkroczyła w czasy ekstremizmów, które mogą mieć daleko idące konsekwencje —

Na kolejną wojnę całego kontynentu raczej się nie zanosi, ale Europa stoi wobec potencjalnego upadku, to znaczy końca strefy euro i rozpadu regionalnej integracji. Możliwość ponurej przyszłości można dostrzec w tym, co od czasu zakończenia zimnej wojny działo na jej wschodnich obrzeżach. Na tamtych obszarach struktury federalne wiążące ze sobą zróżnicowane kulturowo narody miały bardzo nędzne osiągnięcia w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. [...] Europa jako kontynent pozostanie, jej państwa narodowe będą się nadal cieszyły zróżnicowanym stopniem zamożności, ale Europa jako idea zejdzie ze sceny. Co gorsza, jeśli w końcu z triumfalnego zakończenia zimnej wojny wyniesie ona ostatecznie porażkę, to będzie mogła za to winić tylko samą siebie.

Sama UE się do tego przyczyniła, uważa Feffer, ponieważ jej neoliberalna polityka w okresie po zimnej wojnie nie starała się w sposób zadowalający zaradzić podziałom społecznym i gospodarczym. Podczas gdy Niemcy pozwoliły sobie na duży deficyt na rzecz rozwoju byłej NRD, domyślna polityka gospodarcza forsowana przez UE sprowadza się do zachowania ostrożności budżetowej kosztem wzrostu, „jedna dawka ‘terapii szokowej’ po drugiej" dla innych członków UE pod ryzykiem niewypłacalności. Efektem jest zmiana z Europy bez alternatywy dla neoliberalizmu, w Europę w kleszczach ekstremistów, którzy domagają się zakończenia zarówno wspólnotowej polityki gospodarczej jak i całej europejskiej integracji. Viktor Orban, który sam siebie się określił jako „skąpy" premier Węgier, jest tego przykładem. Takie egzystencjalne zagrożenia europejskiego projektu politycznego wymagają konkretnych działań politycznych —

Jedność w różnorodności może być atrakcyjną koncepcja, ale UE potrzebuje więcej niż błyskotliwej retoryki i dobrych intencji, aby pozostać wspólnotą. Jeśli nie wymyśli lepszych pomysłów na rozwiązanie kwestii nierówności ekonomicznej, politycznego ekstremizmu i nietolerancji społecznej, to jej przeciwnicy wkrótce będą mogli skutecznie nacisnąć przycisk przewijania wstecz w zakresie europejskiej integracji.




Sławoj Żiżek: Zabójcy Charlie Hebdo są ‘fałszywymi fundamentalistami’

Fri, 16 Jan 2015 18:01:30 +0100

Dokonane w ostatnim tygodniu zabójcze ataki na francuski magazyn satyryczny Charlie Hebdo oraz koszerny supermarket na pewno zostaną potępione i wywołają odruch solidarności z ofiarami, ale przede wszystkim powinny stanowić „właściwy moment, aby zebrać odwagę do przemyślenia ich przyczyn", pisze słoweński filozof Sławoj Żiżek na łamach brytyjskiego tygodnika New Statesman.

Żiżek twierdzi, że to wydarzenie „realizowało precyzyjny program polityczny i religijny i jako takie bez wątpienia stanowi element znacznie szerszego schematu rzeczy": ideologicznego modelu przeciwstawiającego zachodnich obrońców wolności słowa i wartości świeckich islamskim fundamentalistom broniącym swojej tożsamości kulturowej wobec „zmasowanych ataków globalnej cywilizacji konsumpcyjnej ". Ale taka wizja napastników jest w istocie rzeczy fałszywa —

Problem z fundamentalistami nie polega na tym, że uważamy ich za gorszych od nas, ale raczej, że oni sami skrycie uważają się za gorszych

To czego [islamskim fundamentalistom] oczywiście brakuje, to charakterystycznej cechy, którą łatwo dostrzec u wszystkich autentycznych fundamentalistów, od tybetańskich buddystów po amiszów w Stanach Zjednoczonych, którą jest brak urazy i zawiści, głęboka obojętność wobec stylu życia niewierzących. [...] Problem z fundamentalistami nie polega na tym, że uważamy ich za gorszych od nas, ale raczej, że oni sami skrycie uważają się za gorszych. Dlatego nasze protekcjonalne, politycznie poprawne zapewnienia, że nie traktujemy ich wyższościowo tym bardziej ich rozwścieczają i podsycają w nich resentyment. Problemem nie jest różnica kulturowa (ich starania, aby zachować własną tożsamość), ale fakt odwrotny, że ci fundamentaliści są już tacy jak my, że potajemnie wpoili już sobie nasze zasady i mierzą się podług nich.

Ten resentyment jest elementem zasadniczym w spojrzeniu Żiżka na fundamentalizm nie jako wyzwanie wobec podstawowych wartości liberalizmu – wolności i równości, ale jako nich nieunikniony skutek. To jest „fałszywa, myląca reakcja" na „prawdziwą skazę liberalizmu", który bez wsparcia radykalnej, odnowionej lewicy będzie się „powoli podkopywał"–

Ostatnie koleje losu muzułmańskiego fundamentalizmu potwierdzają stare spostrzeżenie Waltera Benjamina, że „każdy triumf faszyzmu jest świadectwem nieudanej rewolucji": nastanie faszyzmu jest porażką lewicy, ale jednocześnie dowodem na to, że istnieje rewolucyjny potencjał, niezadowolenie, którego lewica nie była w stanie ukierunkować. I czy to samo nie dotyczy dzisiejszego tak zwanego „islamo-faszyzmu"? Czy powstanie radykalnego islamizmu nie jest bezpośrednio powiązane z zanikiem laickiej lewicy w krajach muzułmańskich?

Tłumaczenie: Władysław Bibrowski




Atak na Charlie Hebdo: „Wszystko zostało wybaczone”

Thu, 15 Jan 2015 17:43:49 +0100

Tydzień po tym, jak grupa dżihadystow zabiła dwanaście osób w paryskiej redakcji satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo, w tym członków jego redakcji, pismo powraca do kiosków. Okładka numeru pokazuje proroka Mahometa z wyrażającym solidarność napisem „Jestem Charlie”. Ocalałym dziennikarzom siedzibę zaoferował dziennik Libération, a wsparcia technicznego udzieliła grupa Le Monde. Aby sprostać wysokiemu popytowi na całym świecie, zamiast zwykłego nakładu w wysokości 60 tys. egzemplarzy wydrukowano ich pięć milionów. Numer przetłumaczono również na pięć języków.

W artykule redakcyjnym tygodnik dziękuje milionom osób, które po ataku zadeklarowały, że są „Charlie”, oraz odrzuca wcześniejsze insynuacje, jakoby pismo ściągnęło na siebie kłopoty prowokując muzułmanów. Dodaje też –

W jednym tygodniu ateistycznemu pismu Charlie udało się zdziałać więcej cudów niż wszystkim świętym i prorokom razem wziętym. Ten, z którego jesteśmy najbardziej dumni, polega na tym, że trzymacie w rękach egzemplarz pisma, które zawsze tworzyliśmy z tymi, którzy zawsze je tworzyli.




Atak na Charlie Hebdo: Wszyscy jesteśmy Charlie

Wed, 07 Jan 2015 23:10:24 +0100

Trzech uzbrojonych i zamaskowanych napastników zaatakowało rankiem 7 stycznia paryską redakcję satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo, zabijając 12 osób i raniąc 11. Wśród ofiar są redaktor pisma Charb (43), rysownik Wolinski (80), Tignous (57), Honoré (73) i Cabu (77), publicysta Bernard Maris (68) i dwóch policjantów.

Zamachowcy, zidentyfikowani ale wciąż nieujęci przez policję, są ponoć islamskimi radykałami, którzy chcieli pomścić proroka Mahometa, jeden z ulubionych celów Charlie Hebdo. Po masakrze przez Francję i świat przetoczyła się fala solidarności z zamordowanymi dziennikarzami, a dziesiątki tysięcy osób przyłączyło się do hasła „I am Charlie” (ang. Jestem Charlie).




Stłamszone media: „Czarny dzień dla demokracji”

Mon, 15 Dec 2014 11:26:16 +0100

„31 osób — głównie wysokich rangą przedstawicieli mediów, dyrektorów i producentów popularnych seriali telewizyjnych, jak również oficerów policji — zostało zatrzymanych” 14 grudnia w różnych częściach Turcji, donosi Zaman.

Postawiono im zarzuty „założenia, kierowania lub członkostwa w organizacji terrorystycznej, a także udziału w oszustwach i oszczerstwach”, dodaje turecki dziennik, którego redaktor naczelny Ekrem Dumanli znajduje się wśród zatrzymanych, podobnie zresztą jak Hidayet Karaca, dyrektor grupy medialnej Samanyolu Broadcasting .

Zaman, postrzegany jako bliski konserwatywnemu rządowi Recepa Tayyipa Erdoğana, oraz stacja telewizyjna Samanyolu —

są mediami, które od grudnia zeszłego roku, kiedy to ruszyły dwie antykorupcyjne operacje, krytykowały władze za ich rzekomy udział w korupcyjnych praktykach. Do zatrzymań doszło wkrótce po tym, jak parlament przegłosował prawo umożliwiające prokuratorom zatrzymywanie podejrzanych, gdy uznają to za stosowne.

Według publicysty dziennika Zaman Yavuza Baydara,

wczorajsze wydarzenia nie pozostawiają wątpliwości, że Erdoğan podąża w stronę autokracji, w której nie będzie miejsca na krytykę, odmienne zdanie czy odpowiedzialność. Policyjna operacja jest poważnym ciosem w nieliczne wolne i niezależne media.




Stłamszone media: „Czarny dzień dla demokracji”

Mon, 15 Dec 2014 11:23:12 +0100

„31 osób — głównie wysokich rangą przedstawicieli mediów, dyrektorów i producentów popularnych seriali telewizyjnych, jak również oficerów policji — zostało zatrzymanych przez policję” 14 grudnia w różnych częściach Turcji, donosi Zaman.

Postawiono im zarzuty „założenia, kierowania lub członkostwa w organizacji terrorystycznej, a także udziału w oszustwach i oszczerstwach”, dodaje turecki dziennik, którego redaktor naczelny Ekrem Dumanli znajduje się wśród zatrzymanych podobnie jak dyrektor grupy medialnej Samanyolu Broadcasting Hidayet Karaca.

Zaman, bliski organizacji religijnej przeciwnej konserwatywnemu rządowi Recepa Tayyipa Erdoğana, oraz stacja telewizyjna Samanyolu —

są mediami, które od grudnia zeszłego roku, kiedy to ruszyły dwie antykorupcyjne operacje, krytykowały władze za ich rzekomy udział w korupcyjnych praktykach. Zatrzymań dokonano w przeddzień pierwszej rocznicy akcji z 17 i 25 grudnia 2013 r. oraz wkrótce po tym, jak parlament przegłosował prawo umożliwiające prokuratorom zatrzymania podejrzanych, gdy tylko uznają to za stosowne.

Według publicysty dziennika Zaman Yavuza Baydara,

wczorajsze wydarzenia nie pozostawiają wątpliwości, że Erdoğan wytrwale podąża w stronę autokracji, w której nie będzie miejsca na krytykę, odmienne zdanie czy odpowiedzialność. Policyjna operacja jest poważnym ciosem w pozostałe wolne i niezależne media.




Estonia: Estonia przekształca się w państwo informatyczne

Sun, 07 Dec 2014 12:20:34 +0100

Jak donosi The New York Times, Estończycy, dzięki ich inteligentnemu dowodowi osobistemu mają dostęp do około 4000 usług, w tym usług bankowych, procedur ustanawiania działalności gospodarczej czy też, na przykład, licencji połowowych. Mogą przejrzeć swoją dokumentację medyczną i zamawiać leki na receptę poprzez smartfony. Prawie wszyscy wypełniają zeznanie podatkowe online, co trwa kilka minut, a około jedna trzecia wyborców głosuje korzystając ze swoich urządzeń informatycznych. Od grudnia, każdy obywatel Unii Europejskiej i państw trzecich, może ubiegać się o kartę e-rezydenta Estonii, wyjaśnia Eesti ävaleht, pod warunkiem, że „przynajmniej raz w miesiącu zawita do Estonii w celu udowodnienia swojej tożsamości w instytucji państwowej". Następnie może uzyskać dostęp do usług za pośrednictwem portalu e-estonia.com. Gazeta wyjaśnia, że Karta e-rezydenta jest dokumentem podobnym do dowodu osobistego. Ale w odróżnieniu od tego ostatniego, który trzymają w swoich portfelach estońscy obywatele i stali mieszkańcy tego kraju, pozbawiona jest podobizny właściciela. Ta karta nie pozwala na udowodnienie tożsamości w świecie rzeczywistym. Jednakże, może być ona stosowana w świecie wirtualnym – umożliwia połączenie z estońskimi e-usługami i korzystanie z cyfrowego podpisu. E-rezydencja nie daje cudzoziemcom prawa do udziały w e-wyborach, bo to prawo, jak zauważa dziennik, „jest zarezerwowane dla obywateli Estonii i stałych mieszkańców". Gazeta dodaje, że E-rezydencja będzie przede wszystkim korzystna dla przedsiębiorców, pracowników i studentów, którzy są powiązani z Estonią. Obecnie osoby, które nie mieszkają w Estonii na stałe, ale często odwiedzają ten kraj, nie mają dostępu do e-usług. Ale, dodaje, posiadanie cyfrowej tożsamości, „której bezpieczeństwo jest gwarantowane przez państwo estońskie" może być również przydatne dla osób nie mających żadnego bezpośredniego związku z Estonią „stąd pęd do e-rezydencji". Transformacja Estonii w pioniera e-administracji nie wymagała „wielkich nakładów budżetowych”, stwierdza The New York Times : Decyzja Estonii, aby przejść do administracji cyfrowej wynikała z braku wyboru Państwo wydaje na technologie informatyczne około 50 mln euro rocznie. [...] Większość pieniędzy trafia do lokalnych firm, które wykluły się w ośrodkach badawczych w okresie komunizmu. W dużej mierze decyzja Estonii, aby przejść do administracji cyfrowej wynikała z braku wyboru. Gdy runęła żelazna kurtyna Estonii miała bardzo skromne zasoby finansowe i niewielką populację, aby ponownie rozruszać swoją gospodarkę. Lokalni decydenci szybko też zdali sobie sprawę z tego, że nie będą w stanie oferować usług w zachodnim stylu bez nowych technologii, w tym Internetu, które mogłyby utrzymać koszty rządowe na poziomie minimalnym. System opiera się na dwóch filarach, zauważa dalej amerykański dziennik - W wieku 15 lat, wszyscy Estończycy otrzymują dowód osobisty, którego chip zawiera informacje osobiste i umożliwia dostęp do usług publicznych i komercyjnych. Aby chronić dane, każdy użytkownik posiada indywidualny kod, który musi wpisywać przed każdą operacją. Drugim filar[...]



Szpiegostwo: Śledztwo w sprawie cyberataków na UE prowadzi do USA i Wlk. Brytanii

Mon, 01 Dec 2014 11:43:28 +0100

Brytyjskie i amerykańskie agencje wywiadowcze są podejrzane o udział w cyberatakach na Unię Europejską i belgijską firmę telekomunikacyjną Belgacom, pisze The Intercept.

Portal wyjaśnia, że zaawansowany wirus o nazwie Regin, udający legalny program firmy Microsoft, został „odkryty w zainfekowanych systemach wewnętrznych oraz na serwerach pocztowych Belgacom, częściowo państwowego belgijskiego dostarczyciela usług internetowych i telefonicznych”, który w ubiegłym roku „stał się celem super tajnej operacji brytyjskiej centrali wywiadowczej GCH (General Communication Headquarters)”. Ten sam wirus odnaleziono też „w systemach komputerowych Unii Europejskiej, które stały się obiektem inwigilacji ze strony amerykańskiej NSA (National Security Agency)”.

Operacje hackerskie przeciwko Belgacom i UE „ujawnił jako pierwszy były pracownik NSA Edward Snowden”, dodaje The Intercept. Jednak dopiero w minioną niedzielę zajmująca się bezpieczeństwem w sieci firma Symantec podała nazwę i opisała naturę wirusa.

De Volkskrant pisze , że Regin czyhał w ukryciu na komputerach przez sześć lat, by zostać wykorzystanym do monitorowania belgijskiej firmy telefonicznej we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to dzięki niemu przechwycono niezauważenie miliony maili. Holenderski dziennik podkreśla, że Belgacom był „atrakcyjnym celem albowiem firma ta zarządza komunikacją Komisji Europejskiej, a przez swoją filię także połączeniami z Afryką, Azją oraz Bliskim Wschodem”.




25. rocznica upadku Muru Berlińskiego: Niemcy – wciąż podzielone?

Sat, 08 Nov 2014 13:25:10 +0100

Wiadomo, że rocznice skłaniają do spojrzenia wstecz. Jednak w czasie zbliżającej się 25. rocznicy upadku muru berlińskiego, która przypadnie na 9 listopada, Niemcy w bardzo szerokim zakresie rozważają swoją bieżącą sytuację. W jakim stopniu najpotężniejsza gospodarka Europy pozostaje nadal podzielona? „We wczesnej euforii po upadku muru berlińskiego w 1989 r. Niemcy szybko zabrały się do usuwania blizn spowodowanych zimnowojennym podziałem. Ale spuścizna NRD pozostaje widoczna w danych statystycznych”, stwierdza Die Zeit w artykule zawierającym zestawiania informacji statystycznych, mapy i wykresy, wskazujące na to, że zjednoczenie Republiki Federalnej pozostawiło blizny, które są wciąż widoczne. W poście na redakcyjnym blogu odnoszącym się do tego artykułu redaktor Fabian Moor napisał— Granica nadal istnieje. Prawie dokładnie tam, gdzie istniała w rzeczywistości, Niemcy wciąż są podzielone na dwie części. Do dzisiaj, 25 lat po zakończeniu wymuszonej separacji, pozostaje znaczący brak demograficznej i gospodarczej równowagi, bardzo różne są też nawyki i sposoby życia. [...] Suszarka do ubrań? Są one popularne na Zachodzie, ale prawie nie istnieją na Wschodzie. Posiadanie broni? Nic w tym ciekawego dla wschodniaka (mieszkańca wschodnich Niemiec). Na obszarach ówczesnej NRD średni dochód na mieszkańca jest wciąż znacznie niższy niż w części, która była Republiką Federalną (RFN), natomiast gospodarstwa rolne są tam znacznie większe. Die Zeit zauważa też, że mieszkańcy Niemiec Wschodnich wybierają inne cele swoich wakacyjnych podróży niż ich zachodni pobratymcy, a poza tym – Mieszkańcy Niemiec Wschodnich codziennie prowadzą swoje dzieci do żłobków i przedszkoli. Większość z nich jest co roku szczepiona na ospę. Ludność Niemiec Wschodnich jest starsza. Po zjednoczeniu młodzież udała się w poszukiwanie szczęścia na Zachodzie i tam już po prostu została. A jednak ten podział Niemiec coraz bardziej się kwestionuje. „Myślę, że porównania na linii Wschód-Zachód niczego nie wnoszą”, napisał redaktor Steffen Dobbert. „Nie ma już muru ani na niemieckiej ziemi, ani w głowach młodego pokolenia”, zauważa, dodając przy tym – W ciągu kilku lat tak zwany „Ossi” [pejoratywne określenie mieszkańców byłej NRD] zniknie, jeżeli media mu na to pozwolą. [...] Większość ludzi uważa się bardziej za Niemców niż mieszkańców Wschodu czy Zachodu. Zadaję sobie pytanie: kiedy wreszcie ta rzeczywistość przeniknie do telewizyjnych i radiowych serwisów informacyjnych, gazet i stron internetowych? Telewizja publiczna BR przeprowadziła ostatnio szereg badań ankietowych w sprawie Wschodnich i Zachodnich Niemiec. Okazało się, że — według ostatniego badania wykonanego przez Infratest DIMAP, 75 procent mieszkańców Niemiec Wschodnich myśli o unifikacji w sposób pozytywny; na Zachodzie zaś tylko połowa ludności widzi w zjednoczeniu więcej zalet niż wad. [...] Ale jest i dobra wiadomość: wschodnio-zachodnie truizmy nie są dziedziczne. Dwie trzecie osób w wieku od 14 do 29 lat nie podziela uprzedzeń swoich rodziców. „W swoim pragnieniu odnalezienia muru berli[...]



Manifestacje na Węgrzech: „Podatek internetowy: kropla, która przelała czarę goryczy?”

Thu, 06 Nov 2014 10:01:05 +0100

Manifestacje przeciwko „podatkowi internetowemu”, który rząd Węgier chce nałożyć na dostawców Internetu pokazują, zdaniem Gazety Wyborczej, że „Węgrzy szukają alternatywy dla Fideszu [premiera Viktora Orbána], który – przy wszystkich swoich wadach – był coraz częściej traktowany nad Dunajem jako mniejsze zło”.

Warszawski dziennik tłumaczy, że wielu Węgrów popierało dotychczas konserwatywny Fidesz, ponieważ bało się skrajnie prawicowego Jobbiku. Dopiero gdy rząd „położył łapę na Internecie”, wyszli na ulicę.

Jednak, jak podkreśla Gazeta Wyborcza,

Fidesz nie reaguje na protesty, tak jak w 2006 r. socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsány nie reagował, gdy na Węgrzech wyciekły „taśmy prawdy”, w których premier w niewybrednych słowach przyznał się do oszukiwania wyborców i składania obietnic bez pokrycia. Dumni potomkowie Arpada byli wściekli, zwłaszcza za nazwanie Węgier „tym kur... krajem”.

Protesty były wtedy jeszcze większe, centrum Budapesztu przypominało pole bitwy. A Gyurcsány, który stał się wrogiem publicznym numer 1, milczał. Przeprosił dopiero po tygodniu, i to nie za to, co powiedział, tylko za wulgarny język.

Orbán wykazał się wtedy świetnym zmysłem politycznym. Choć mógł zostać twarzą manifestacji, wolał pozostać w cieniu i obserwować stopniową degrengoladę ówczesnego rządu.

Dzięki temu w 2010 r. jego Fidesz zdobył miażdżącą większość w parlamencie. Tymczasem węgierska lewica nie może się podnieść do dziś. Gazeta Wyborcza konkluduje, że

Teraz sytuacja jest inna, ale są też podobieństwa. Nie tylko dlatego, że kryzys spada na rząd na początku jego drugiej kadencji. Podatek od Internetu może być kamyczkiem, który ruszy lawinę, z której wyłoni się sensowna polityczna alternatywa dla Fideszu. Nieważne, czy będzie to ruch obywatelski, centrum, czy nowa lewica – grunt, żeby jedyną alternatywą dla Orbána na Węgrzech nie był Jobbik.

Tłum. Fryderyk Schneider




Partnerstwo Wschodnie: Ku powolnej śmierci

Fri, 31 Oct 2014 14:17:33 +0100

Revista 22, Bucarest – Najważniejszy projekt UE w Europie Wschodniej jest zagrożony, ponieważ najwięksi architekci Partnerstwa Wschodniego, ministrowie spraw zagranicznych Szwecji i Polski Carl Bildt i Radosław Sikorski, zeszli ze sceny. Rozwiń.



Internet: Szkoła hakerów

Wed, 29 Oct 2014 18:17:10 +0100

Według francuskiego dziennika Libération budapesztańska „Szkoła hakerów", jeden z oddziałów Akademii Kürta – organizacji strzegącej bezpieczeństwa komputerowego na Węgrzech – kształci „przyjaznych piratów”:

Każdego roku dwudziestu starannie dobranych studentów podejmuje naukę etycznego hakerstwa [...] Szkoła hakerów w Budapeszcie jest jedną z nielicznych instytucji w Europie oferujących całoroczny kurs, który trwa w sumie dwieście pięćdziesiąt godzin. Przez dwa semestry przyszli „przyjaźni hakerzy” studiują techniki włamywania się do systemów komputerowych firm lub instytucji państwowych. Uczą się też wszystkich sztuczek stosowanych przez cybernetycznych przestępców.

Przyjmują fałszywe tożsamości w celu infiltracji sieci i odbywają staże przed uzyskaniem tytułu „mistrza etycznego hakingu”, poświadczającego umiejętności, które pozwolą im lepiej chronić firmę lub instytucję przed cyberprzestępczością.

Ale, jak wyjaśnia dziennik, szkoła nie przyjmuje wszystkich chętnych – „kandydat musi posiadać zaświadczenie o niekaralności i uzyskać państwowy certyfikat bezpieczeństwa”.

Szkoła hakerów, najnowsza inicjatywa firmy Kürt, założonej w 1989 r. przez braci Sándora i Jánosa Kürti, wywołuje zazdrość – zauważa Libération, zwłaszcza w Wietnamie i krajach Zatoki Perskiej. Jednak jak twierdzi cytowana przez Libération dyrektorka akademii Dea Frankó Csuba, nie ma możliwości oferowania tam tego rodzaju szkoleń „ze względu na zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Tłum. Władysław Bibrowski




Węgry: Władze ogłaszają politykę 'zero tolerancji'

Wed, 29 Oct 2014 13:05:26 +0100

Dziesiątki tysięcy osób demonstrowało we wtorek w Budapeszcie przeciwko rządowemu planowi nałożenia nowego podatku na Internet, domagając się rezygnacji gabinetu Viktora Orbána. Protest zwołały organizacje antypodatkowe. Zgodnie z rządowym projektem, firmy miałaby płacić za dostęp do sieci nie więcej jak 16 euro miesięcznie. Jak pisze Népszabadság, organizacje zawodowe także sprzeciwiają się rządowej propozycji, argumentując, że będzie ona miała „bezpośrednie niszczycielskie następstwa dla dostawców Internetu oraz pośrednie dla użytkowników”. Węgierski dziennik podkreśla że —

Organizacje wskazują też, iż kształtowanie umiejętności cyfrowych oraz szerokie korzystanie z sieci oraz usług on-line było długofalowym priorytetem rządu. Dostawcy Internetu dołożyli wszelkich starań, by zapewnić użytkownikom szeroki wachlarz rozwiązań, które wpłynęły na wzrost produktywności i konkurencyjności węgierskiej gospodarki. Nowy podatek będzie miał dokładnie odwrotny skutek.

Z szacunków gazety wynika, że „w związku z wprowadzeniem nowego podatku, zbankrutuje ponad stu małych dostawców Internetu”. Dziennik podkreśla, że europejska komisarz ds. agendy cyfrowej Neelie Kroes także sprzeciwia się planom węgierskiego rządu.




Rumunia: „Kościół traci wpływy”

Fri, 24 Oct 2014 13:50:51 +0100

Posługiwanie się religią jako instrumentem walki wyborczej przed wyborami prezydenckimi w Rumunii zaplanowanymi na 2 listopada, spotkało się z krytyką w parlamencie, ale sama religia traci wpływy w tym kraju, wynika z sondażu opublikowanego przez bukaresztański dziennik Adevărul. Choć Kościół nadal należy do instytucji, którym Rumuni ufają najbardziej, to zaufanie to spada: podczas gdy w marcu 2013 Kościołowi ufało 70%, to ten odsetek wynosi teraz zaledwie 62%.

Ponadto, jak zauważa rumuński dziennik,

politycy bezwstydnie posługują się Kościołem w kampanii wyborczej, co kolejny raz go kompromituje. 

W parlamencie pojawił się też projekt ustawy mający na celu umożliwienie zastąpienie religią w szkołach fakultatywnymi lekcjami etyki i wychowania obywatelskiego. Eksperci proponują przedmiot łączący elementy historii religii z etyką.




Debata: Czy populizm ocali liberalną demokrację?

Mon, 20 Oct 2014 10:14:37 +0100

Już w czasach starożytnego Rzymu populizm był częścią demokracji, pisze politolog Yascha Mounk w Foreign Affairs i jego ponowne pojawienie się jest naturalną rzeczą po „długim okresie spektakularnego wzrostu gospodarczego”, który trwał od zakończenia II wojny światowej aż do końca lat 70. O ile politycy establishmentu tłumaczą, iż zjawiska, takie jak zwycięstwo partii eurosceptycznych w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego wynikają z kryzysu finansowego, który skończy się wraz z powrotem na ścieżkę wzrostu, o tyle Mounk upatruje ich źródeł w „długotrwałej stagnacji stopy życiowej i w głębokim kryzysie tożsamości narodowej”. W tym kontekście populiści zyskują na tym, że przedstawiają się jako głos „niemej większości”, „obiecując, że będą bronić interesów ‘prawdziwych’ obywateli narodu przed mniejszościami, z którymi polityczne elity mają być w zmowie”. Po okresie dobrobytu gospodarczego, w czasie którego „polityczne establishmenty większości zachodnich demokracji zdołały zapędzić populistycznych rywali w kozi róg”, powrót populizmu może być postrzegany jako zagrożenie dla samej demokracji. Ale „ nie każdy ruch populistyczny musi być zły dla demokracji”, przekonuje Mounk, tłumacząc, że demokracje muszą „dać się ludziom wyżalić, a żale te nakręcają populizm. Jednocześnie politycy mainstreamowi muszą przekonać wyborców, że proste rozwiązania oferowane przez populistów są skazane na porażkę”. Idą za tym ryzykowne zmiany polityczne – Politycy będą musieli podejmować bardzo niepopularne decyzje, dotyczące m.in. podwyższenia wieku emerytalnego i liberalizacji rynku pracy. Zwłaszcza w Europie Południowej i Zachodniej. [...] Ale nowe pokolenie ambitnych polityków, do którego zalicza się premier Włoch Matteo Renzi, zaczyna zyskiwać poparcie dla bolesnych reform gospodarczych, dając upust populistycznym frustracjom i jednocząc wyborców wokół celu, jakim jest redystrybucja. Jeszcze trudniejszym zadaniem dla europejskich przywódców jest umocnienie pewności obywateli, że tożsamość narodowa nie jest zagrożona przez UE – Na dobry początek należałoby zrezygnować z długotrwałego zobowiązania do „coraz ściślejszej integracji europejskiej”. Dzięki takim aspiracjom, populiści dostają do ręki łatwy argument, wskazując na to, że eurokraci nie spoczną dopóki nie zdemontują europejskich państw narodowych. Obiecując, że proces integracji nie przekroczy pewnej określonej granicy, europejscy przywódcy mogliby się uodpornić na oskarżenia, że nie dbają o suwerenność, lecz bronią głównych osiągnięć UE, takich jak swobodny przepływ dóbr i osób. Tłum. Fryderyk Schneider[...]



Hugo De Greef: „Działalność kulturalna przynosi wyższe zyski niż przemysł samochodowy”

Wed, 15 Oct 2014 07:39:26 +0100

Dilema Veche, Bukareszt – Jedną z charakterystycznych cech Europy jest wspieranie przez państwa działalności kulturalnej i ochrony dziedzictwa. Tym niemniej Hugo De Greef, dyrektor, brukselskiej instytucji kulturalnej „Flagey”, twierdzi, że nie da się zdefiniować tego co w tej dziedzinie jest specyficznie europejskie. Rozwiń.



Komisja Europejska: „Bruksela wbija zęby w Google'a”

Mon, 06 Oct 2014 13:01:37 +0100

„Zmiany administracyjne w Brukseli – nowy Parlament a wkrótce także Komisja Europejska – nie wróżą nic dobrego Google'owi”,informuje Het Financieele Dagblad. Nowy zespół pod wodzą Jean-Claude Junckera znalazł się „pod presją”, by zaostrzyć kurs wobec amerykańskiego giganta.

Günther Oettinger, nowy komisarz ds. gospodarki cyfrowej, ostrzegł europosłów podczas swojego przesłuchania w ubiegłym tygodniu, że jakakolwiek ugoda z firmą Google w sprawie naruszenia przez nią przepisów antymonopolowych, doprowadziłaby „raczej do scementowania niż rozproszenia jej siły na [europejskim] rynku”. Z kolei Margrethe Vestager, nowa komisarz ds. konkurencji, podkreśliła podczas swojego wystąpienia przed Parlamentem, że wkrótce podjęte zostaną „kolejne kroki przeciwko firmie Google”.

Według holenderskiego dziennika finansowego, amerykański gigant kontroluje europejski rynek wyszukiwarek sieciowych w 90 proc. Wiele przedsiębiorstw zrzeszonych we antygooglowym klubie Fairsearch narzeka, że Google wykorzystuje swoją monopolistyczną pozycję, by „manipulować wynikami wyszukiwania”.




Wielka Brytania: „Rasistowskie” dzieło Banksy'ego zniszczone przed wyborami

Fri, 03 Oct 2014 17:24:42 +0100

Władze miasta Clacton-on-Sea w południowo-wschodniej Anglii nakazały, jak donosi The Guardian, zniszczenie satyrycznego muralu autorstwa artysty ulicznego Banksy'ego przed wyznaczonymi na 9 października wyborami uzupełniającymi „spowodowanymi decyzją miejscowego posła z Partii Konserwatywnej Douglasa Carswella o przejściu do [eurosceptycznej i przeciwnej imigracji] Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP)”.

Praca ukazywała grupę szarych gołębi z transparentami: „imigranci do domu”, „wracaj do Afryki” skierowanymi ku mniejszemu, kolorowemu ptakowi. Władze miasta przyznały, że nakazały zamalowanie pracy w reakcji na pojedynczą skargę, zarzucającą „obraźliwy i rasistowski charakter” dzieła.

Zdaniem redakcyjnego krytyka sztuki Johnatana Jonesa zdarzenie to odzwierciedla atmosferę nadchodzących wyborów uzupełniających

zbliżający się pojedynek wyborczy pomiędzy Konserwatystami a UKIP nieuchronnie sprawia, że kwestia imigracji znalazła się wysoko na agendzie [...]. Jeśli obraz ten kogokolwiek przeraził, stało się tak ponieważ poglądy gołębi są zbyt bliskie faktycznie wyrażanym opiniom – satyra jest tak dosłowna, że można ją pomylić z rzeczywistością.




Gospodarka: W stronę „europejskiego New Deal’u”

Tue, 09 Sep 2014 13:54:46 +0100

Les Echos, Paryż – Pojawienie się nowego pokolenia europejskich przywódców otwiera drogę do odrodzenia się idei integracji europejskiej. Wiąże się to z koniecznością uruchomienia powszechnego programu inwestycyjnego, który zakłada radykalną zmianę w sposobie wydatkowania unijnych pieniędzy. Rozwiń.



Kryzys na Ukrainie: „Władimir Putin przesuwa swoje pionki na Ukrainie”

Tue, 02 Sep 2014 10:54:14 +0100

Rosyjski prezydent Władimir Putin powrócił w przemówieniu z 1 września do porównań z II wojną światową, by „usprawiedliwić swoją strategię wobec Kijowa”, donosi La Croix.

Francuski dziennik podkreśla, że „kremlowska propaganda” rozpowszechniana jest przez rosyjską telewizję, która „bez końca pokazuje uzbrojonych separatystów fetujących ostatnie sukcesy w południowo-wschodniej Ukrainie”. Nawet jeśli w przekazie nie mówi się, „kim są i skąd pochodzą wiwatujący mężczyźni” -

to relacje zawsze kończą się tą samą wzmianką o II wojnie. „Na Kijów” pisze na jednym z czołgów anonimowy żołnierz parafrazując słynne hasło „Na Berlin”, popularne wśród zwycięskich oddziałów pancernych Armii Czerwonej wkraczających na ziemi niemieckie w 1945 r.

W komentarzu redakcyjnym dziennik podkreśla, że wsparcie udzielane przez Rosję separatystom świadczy o tym, iż „Rosja nie zadowoli się aneksją Krymu jako „zadośćuczynieniem” za utratę kontroli nad Ukrainą”.




Sankcje gospodarcze: „Rosja rozpoczyna wojnę handlową z Unią i Stanami Zjednoczonymi”

Fri, 08 Aug 2014 12:03:43 +0100

Rosja odpowiedziała na sankcje nałożone w związku z kryzysem na Ukrainie wprowadzeniem zakazu importu żywności z Unii Europejskiej i USA, co może kosztować szkockich eksporterów 63 mln euro i spowodować pustki na sklepowych półkach w wielu rosyjskich miastach, pisze The Scotsman.

Poparcie dla sankcji jest powszechne, mimo że ucierpią na nich szkoccy eksporterzy produktów mlecznych, jajek, ryb i owoców morza, jak również owoców, warzyw i zbóż. „Zdajemy sobie sprawę, że to poważny problem geopolityczny”, mówi przedstawiciel szkockiego przemysłu rybołówczego dodając, że „jeśli Rosja chce rozwiązać ten międzynarodowy spór, musi usiąść do negocjacyjnego stołu”.

Dziennik zauważa, że najbardziej dotkliwe konsekwencje rosyjskiego embarga odczują przede wszystkimi sami Rosjanie –

Rosja jest mocno uzależniona od importu produktów żywnościowych – głównie z Zachodu – dotyczy to zwłaszcza największych i najlepiej prosperujących aglomeracji, takich jak Moskwa. […] Zakaz dotknie mieszkańców stolicy i innych wielkich miast, gdzie około 60-70% żywności dostępnej na rynku pochodzi z importu.




Stulecie I wojny światowej: „Europa nigdy nie powinna zmęczyć się pokojem”

Tue, 05 Aug 2014 15:33:34 +0100

Flamandzki dziennik De Standaard upamiętnia na pierwszej stronie przypadającą 4 sierpnia rocznicę wybuchu I wojny światowej w Belgii. Sto lat temu kraj ten zaatakowały wojska niemieckie. Aby upamiętnić to wydarzenie, przedstawiciele ponad 80 krajów, w tym prezydent Francji François Hollande, brytyjski książę William, ale również prezydent Niemiec Joachim Gauck, spotkali się w Liège.

Według dziennika -

wszyscy mówcy wspomnieli o roli Europy w zaprowadzaniu i utrzymywaniu pokoju na świecie. Jest to jednak wielkie wyzwanie. Młoda Unia zagrożona jest nie tylko od wewnątrz rosnącym eurosceptycyzmem i ksenofobią, ale również od zewnątrz, gdyż na jej granicach również jest niespokojnie.

Jak podkreśla De Standaard, dlatego właśnie „Europa jest zobowiązana działać”.




UE-Rosja: Front przeciwko nowemu rosyjskiemu imperializmowi

Thu, 31 Jul 2014 17:22:01 +0100

„Prawdziwą odpowiedzią wobec ukraińskiego kryzysu jest solidarność przeciwko Władimirowi Putinowi!", nawołuje Adam Michnik, redaktor naczelny Gazety Wyborczej w liście  opublikowanym jednocześnie przez szereg europejskich dziednników — Le Monde, The Guardian, El País, Gazetę Wyborczą, La Stampa, Süddeutsche Zeitung oraz Delfi. W czasie gdy Wspólnota wprowadza sankcje wobec Moskwy, były polski dysydent domaga się, aby UE zmierzyła się ze swoimi demonami i żąda natychmiastowej reakcji Europejczyków: Smutnym wspomnieniem XX w. na zawsze pozostanie zakłamanie, głupota, hipokryzja i milczenie elity intelektualnej, ludzi kultury, nauki i mediów wobec postępujących sukcesów reżimów totalitarnych – nazistowskiego i stalinowskiego. […] Dziś Europa milczy wobec agresywnej, imperialistycznej polityki prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Zachód toleruje awanturniczą politykę, która jawnie godzi w suwerenność innych państw: Mołdowy, Łotwy, Gruzji i przede wszystkim Ukrainy. W Rumunii, redaktor naczelny Dilema Veche, Mircea Vasilescu również zajmuje w tej sprawie stanowisko i wyjaśnia, że prezydent Francji „François Hollande uzasadniał swoją decyzję przekazania Rosji okrętu tym, że, jeśli Francja tego nie uczyni to będzie musiała zwrócić Rosji 1,1 mld euro. Czy taka jest cena rezygnacji z zasad i wartości?” „Jak to jest, zapytuje, że to co Francja obiecała Putinowi ma większe znaczenie od tego, czego ma prawo od niej oczekiwać 500 milionów obywateli Europy?”. Zdaniem Vasilescu,  Putin robi co tylko chce, a kraje UE zachowują się jak dzieci, które nawzajem zrzucają na siebie winę. A co w kwestii zasad i wartości demokracji? Wobec braku zdecydowania Europejczyków Michnik widzi tylko jedno rozwiązanie: Dlatego my, ludzie kultury, nauki, mediów, mamy obowiązek być czujni i jak gęsi kapitolińskie ostrzegać nasze kraje. Nie wolno nam odtwarzać dawnych iluzji; nie wolno ulegać dawnym konformizmom. Powinniśmy wzywać przywódców państw Unii, by stawili czoła agresywnej polityce Putina. Zacznijmy może od tego by nie „identyfikować Putina z rosyjskim narodem", następnie uznajmy „toczący się teraz konflikt na Ukrainie, który rozpoczął się od aneksji Krymu i ciągłych prowokacji dokonywanych na wschodzie tego kraju” jako „haniebny, tragiczny i niebezpieczny”. Wreszcie, przyznajmy, „że Władimir Putin nie jest politykiem na miarę europejską. Uprawia ciągłe awanturnictwo. [...] Otworzył już puszkę Pandory".[...]



Demokracja w Europie: Więcej władzy dla ludzi!

Fri, 18 Jul 2014 08:00:41 +0100

eutopia, Rzym – Jak pokazały niedawne protesty w Iranie, Hiszpanii czy Turcji, Internet daje obywatelom wiele narzędzi politycznego działania. Większość z nich można zastosować w Europie, aby przezwyciężyć obecny kryzys demokracji, sądzi francuski ekonomista. Rozwiń.



Przyszłość Europy: Europa zmierza tam, gdzie Belgia

Fri, 18 Jul 2014 06:32:20 +0100

„Jeśli chcesz wiedzieć, jak będzie wyglądać UE za pięć lat, to spójrz na dzisiejszą Belgię”, pisze były belgijski eurodeputowany Derk Jan Eppink w De Volkskrant.

Zarówno jedna, jak i druga są „wiecznym placem budowy, gdzie zmienia się dach, by ukryć problem z fundamentami” i zanotowały podobny wynik w wyborach z 25 maja (w Belgii równolegle z wyborami do PE odbyły się wówczas wybory powszechne). Obie nęka ta sama bolączka: przepaść między Północą a Południem.

Tworzenie belgijskiego rządu nigdy nie było łatwe (po wyborach z 2010 r. trwało 541 dni), ale tym razem wydaje się jeszcze trudniejsze: wyborcy we Flandrii oddali głosy na nacjonalistyczną partię N-VA, a w Walonii „pomaszerowali w lewo – rządząca Partia Socjalistyczna straciła wiele głosów na rzecz Partii Komunistycznej”. Eppink zastanawia się w związku z tym, czy utworzenie nowego federalnego rządu w ogóle będzie możliwe.

Wybory do Parlamentu Europejskiego wydają się podobne: „W Europie Śródziemnomorskiej wygrała lewica, a na Północy prawica”. Zdaniem Eppinka skomplikuje to obsadę najważniejszych stanowisk w Unii. „Unia jest coraz bliższa zwołania międzyrządowej konferencji w sprawie reform instytucjonalnych na modłę belgijską”.

Według byłego belgijskiego eurodeputowanego problemy Unii i Belgii tkwią w założeniach ich rozwoju społeczno-ekonomicznego. Obie muszą sobie radzić z powiększającymi się różnicami między Północą a Południem. „Północ uważa, że Południe powinno przyspieszyć reformy strukturalne, Południe sądzi z kolei, że Północ jest egoistyczna i antyspołeczna. To spowodowało trwającą od kilku dekad polaryzację wewnątrz Belgii, która teraz w coraz większym stopniu dotyka Unię”.

Europejscy i belgijscy politycy mogą schować się „przed złym światem zewnętrznym za swoimi liniami Maginota”, tak jak to robili, gdy partie nie dopuszczały do rządu federalnego nacjonalistów z N-VA. Takie jednak rozwiązanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego: Bart de Wever, przywódca N-VA został jednym z największych zwycięzców ostatnich wyborów. To samo wydarzyło się w wyborach do PE, w 2009 r. zaledwie co piąty eurodeputowany był eurosceptykiem, ale „ugrupowania głównego nurtu zignorowały krytykę”. Dziś co trzeci członek PE jest „krytyczny wobec Unii lub skrajnie antyunijny”.

Eppink zaleca więc, by Unia baczniej obserwowała Belgię –

Unia podąża tam, gdzie Belgia. Jeśli Europa dalej będzie iść śladem Belgii, nie unikniemy globalnych konsekwencji. Dlatego warto, by unijni politycy przyjrzeli się żałosnemu widowisku, jakim jest formowanie belgijskiego rządu.




Eurosceptycyzm: „Udawana naiwność” Europy

Fri, 04 Jul 2014 17:26:05 +0100

Po triumfie eurosceptycznych i anty-imigranckich partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego z 25 maja, czemu towarzyszyła atmosfera ogólnej niechęci do instytucji europejskich, słoweński filozof Slavoj Żiżek zastanawia się „dlaczego anty-imigrancka prawica czekała tak długo na tak znaczący sukces?”. No bo przecież, pisze Żiżek w The New Statesman, taka polityk jak Marine Le Pen z francuskiego Frontu Narodowego „wyraźnie różni się od sterylnych europejskich technokratów i starając się rozwiązywać problemy zwykłych ludzi, ponownie wnosi do polityki pasję”. Sukces wyborczy odniesiony 25 maja przez Front Narodowy oraz inne partie eurosceptyczne nie był zaskoczeniem, podobnie zresztą, jak nie była nią, zdaniem filozofa, również „fałszywa naiwność”, z jaką przyjęli go liberałowie. Żiżek twierdzi, że technokraci z brukselskich instytucji oraz populistyczne partie eurosceptyczne są dwiema stronami tej samej monety — Podstawowy sposób uprawiania polityki opiera się obecnie na odpolitycznionej fachowej administracji i koordynacji interesów. Jedynym przejawem pasji w polityce i aktywnego mobilizowania ludzi jest strach. Strach przed imigrantami, strach przed przestępczością, strach przed bezbożną deprawacją seksualną, lęk przed nadmierną ingerencją państwa obarczającego swoich obywateli wysokimi podatkami, obawy przed nadchodzącą ekologiczną katastrofą, lęk przed molestowaniem i szykanowaniem [...] Eurosceptycy jak Le Pen zyskują zwolenników, gdyż występują przeciw tym, których Żiżek nazywa europejską „elitę rządzącą”, „coraz mniej przygotowaną do sprawowania władzy” — Wystarczy tylko spojrzeć na to, jak Europa radzi sobie z kryzysem greckim – wywiera presję na Grecję, aby spłaciła długi, ale jednocześnie niszczy jej gospodarkę poprzez wymuszenie cięć i oszczędności, z powodu których grecki dług nigdy nie zostanie spłacony. [...] UE wymaga i żąda [...] ale nie daje Grecji żadnej szansy, ponieważ grecka porażka jest częścią scenariusza. Według Żiżka, popularność anty-imigranckiego populizmu, który odcisnął swe piętno na europejskich wyborach wynika z „klęski lewicowej alternatywy dla globalnego kapitalizmu”, ale jest też „dowodem na to, że był kiedyś rewolucyjny potencjał, było niezadowolenie, którego lewica nie była w stanie zagospodarować”. Antony Loewenstein, dziennikarz brytyjskiego Guardiana, rozważa argumenty Żiżka w kontekście korupcji, jaką przeżarty jest chory system greckiej opieki zdrowotnej. Loewenstein opisuje swój udział w niedawnym panelu dyskusyjnym – Tłum argumentował, że ciemna i rasistowska przeszłość Grecji, wraz z podobną jej teraźniejszością musi zostać odrzuco[...]



Telekomunikacja: „Tańsze komórki na urlopie”

Tue, 01 Jul 2014 12:20:31 +0100

Stawki za roaming na terenie Unii spadną 1 lipca po raz trzeci od 2012 r. w wyniku rozporządzenia Komisji Europejskiej, donosi Rzeczpospolita. Ceny połączeń komórkowych za granicą zmniejszą się o ok. 20 procent, ceny smsów o 24 procent, a koszt wysyłania wiadomości multimedialnych i korzystania z mobilnego Internetu stopnieje o ok. 50 procent. „Obniżanie – a wkrótce prawdopodobnie całkowite zniesienie – opłat roamingowych da wyjeżdżającym większą swobodę korzystania z usług telekomunikacyjnych”, powiedziała gazecie Małgorzata Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Rzeczpospolita przypomina, że Bruksela planuje całkowite zniesienie opłat roamingowych w 2015 r., natomiast według wyliczeń Komisji Europejskiej dotychczasowe obniżki cen roamingu uaktywnią 300 milionów użytkowników, którzy obecnie nie korzystają usług mobilnych podróżując za granicę.




Debata: Europa to idea czy też polityczna rzeczywistość?

Fri, 20 Jun 2014 20:18:41 +0100

Dilema Veche, Bukareszt – Zapatrzona w samą siebie, Europa się gubi, zauważa rumuński pisarz Bogdan Ghiu. Według niego odnowa może przyjść jedynie z kultur „peryferyjnych”, które dopiero niedawno do niej dotarły. Rozwiń.