Subscribe: My London Bridge
http://mylondonbridge.blogspot.com/feeds/posts/default
Added By: Feedage Forager Feedage Grade B rated
Language: Polish
Tags:
ale  bardzo  jak  jest  juz  mam  mnie  nawet  nie  pracy  sie  się  super  tak  tego  tylko  tym  że     
Rate this Feed
Rate this feedRate this feedRate this feedRate this feedRate this feed
Rate this feed 1 starRate this feed 2 starRate this feed 3 starRate this feed 4 starRate this feed 5 star

Comments (0)

Feed Details and Statistics Feed Statistics
Preview: My London Bridge

My London Bridge



Blog o życiu w Londynie i innych hitach.



Updated: 2015-09-16T23:37:16.393+00:00

 



Ostatnie dni.

2007-08-27T18:52:38.565+00:00

Kochani, chcialam wszystkich oficjalnie poinformowac, ze WRACAM. Decyzja jest juz ostateczna, wyjechalo juz nawet jakies 60% mojego bagazu.
Uczucie to jest przynajmniej dziwne. Czuje, ze przyzwyczailam sie do wielu rzeczy, wkomponowalam w srodowisko, nauczylam sie zyc w tlumie. Bede tesknic za silka, wspolokatorami i ziomkami z pracy. Jednak wszystko to nie jest tak silne jak moje szczescie spowodowane powrotem!!! Odliczam juz dni i nie moge sie doczekac, to bedzie niesamowite. Jednak na pewno napisze jeszcze papa posta – ostatniego posta na moim London Bridge.

Tymczasem ostatni weekend tzn wlasciwie przedostatni przywiodl do Londynu super goscia – Niewozewe!!! Bardzo fajnie sie bawilysmy, wygadalysmy wszystkie zaleglosci, jak zwykle zasmiewalysmy sie z filmow na You Tube oraz robilysmy nieustanne „planowania”. Zwiedzilysmy bardzo duzo fajnych miejsc: ja na starosc zakochalam sie w Canary Warf (z bliska wyglada cudownie), zrobilysmy wycieczke DLR (pociag bez kierowcy) i opilysmy sie PIMM’S ;-)

(image)

super krejzolki!

(image)


Ten weekend spedzam z Kuba, moim bratem, ktory przyjechal tutaj rowniez w ukrytym celu: zeby zabrac moje rzeczy :-) Biedny pojedzie taki zawalony, ale coz – sportowiec z wyksztalcenia to niech wie na co sie porwal :-)

Od jutra spedzam swoje ostatnie dni: pozegnania z innymi praktykantami, kolacyjka ze wspollokatorami oraz papa lunch w pracy :-)

Uciekam zatem i obiecuje super ostatniego posta.

Justyna




Long time ...

2007-08-12T15:37:05.486+00:00

Witam wszystkich pięknie i od razu przepraszam, że mnie tak długo nie było. Spodziewajcie się paru ładnych i wielokrotnie złożonych zdań.Po pierwsze chciałam powiedzieć, że wyjaśniła się sprawa z moją pracę. Otóż moje wahania rozwiały się zaraz po 2 zdaniowej rozmowie z szefem. Wcześniej jak tylko powiedziałam, że to już koniec mojej praktyki, zawołał mnie natychmiast poprosił o wypełnienie mnóstwa formatek, aktualnego CV etc. Sądziłam, że zaproponuje mi przynajmniej jakieś dodatkowe obowiązki, szczególnie że napisałam mu że to stanowisko to za mało. Zatem przyszedł do mnie w dzień urodzin (to potem) i powiedział: Nasza współpraca dobrze się układa, więc chcielibyśmy przedłużyć Ci kontrakt o pół roku. Powiedział, że będę miała te same obowiązki, ale mogę też zapytać innych ludzi w czym im pomóc. Mam się zdecydować w miarę szybko, ponieważ w innym wypadku musi znaleźć kogoś na moje miejsce. W tym miejscu moja decyzja podjęła się sama. Uznałam, że nie chcę na początku swojej „kariery” szukać sobie zadań sama i chodzić od jednej osoby od drugiej. To nie dla mnie. Może jestem mało skromna, ale I’m better than that. Nie zmienia to faktu jednak, że od dłuższego czasu zwyczajnie uwielbiam swoją pracę: rozumiem anglików, umiem z nimi żartować, szef zawsze kupuje kawkę i w ogóle jest super szefem, singlowo-niezamężną częścią naszego zespołu nawet wybraliśmy się ostatnio na drinka po pracy. Nie ma co – będę bardzo za nimi tęsknić! I mimo iż w pracy było parę mało ciekawych dni i bywało nudno, to zdecydowanie polubiłam to miejsce bardzo!!!27 lipca również skończyłam 24 lata! Miałam jedne milszych urodzin. Od samego rana dostawałam SMSy i telefony. Moi współlokatorzy zostawili cudowną kartkę tuz pod moimi drzwiami: nakazując dodatkowo zapomnieć o diecie na jeden dzień. To było bardzo miłe! W pracy nie zrobiłam za wiele … ciągle telefony, łącznie z najbardziej krejzolskim od Lucy, Marty i Kasi, które pięknie zaśpiewały mi Happy Birthday. (W sumie telefony od dziewczyn oficjalnie stały się telekonferencjami). W pracy dostałam również kartkę od swoich ziomeczków i pyszny czekoladowy tort! Wieczorem udana kolacja we francuskiej restauracji i drinki :-).Ponadto spędzam swoje ostatnie tygodnie w Londynie na grillach i imprezach, żeby wykorzystać te ostatnie chwile. Nie zaprzestałam siłowni, niestety jednak uczęszczam na nią trochę mniej, a to z tego względu że ciśnie mnie mocno pisanie pracy magisterskiej (masakra totalna!). Nie zmienia to faktu, że dbam o swoją dietę oraz dobrą formę. (od dołu i na prawo: Urvi, Renata, Manish, Paweł, moi, Harmand, Anne, Albin, Helen)(moi & Marcelo)Ha no i oczywiście muszę wspomnieć o wspaniałym weekendzie jaki spedziłam tydzień temu nad morzem! Well… tylko niedziela, ale było fantastico. Liso wywiozła nas ekstra furą swojej szefowej najpierw do Stonehenge a następnie do Bournemouth. Było bajecznie: ciepło, plaża piaskowa, słońce – prawie jak Hiszpania :-) Na koniec skończyło się plackami ziemniaczanymi u Liso na tarasie! Super niedziela tak! Ahh będzie mi tego brakować, ale zdaję sobie sprawę, że te 6 miesięcy praktyki, to była świetna zabawa … chyba czas zacząć poważne życie … co nie oznacza nudy! W Polsce tyle na mnie czeka!niedzielne buziakiJ.P.S. Z rzeczy mniej miłych dla mnie … jestem ruiną finansową :-(P.S.2 NIEWOŻEWKA DO MNIE PRZYJEŻDŻA W PIATEK!!! :):):):):)[...]



Odliczanie się zaczęło.

2007-07-15T14:34:03.365+00:00

Yep, przykro mi stwierdzić, ale okazuje się że zostało mi tu już bardzo mało czasu … 6 tygodni. Pamiętam moment przyjazdu jak dziś i te początkowe stresy, a teraz średnio sobie wyobrażam powrót do domu. Bardzo polubiłam to miejsce: za to że jest w nim życie, za to że mam super pracę, w której spotykam się z niebywale inteligentnymi i znającymi się „na rzeczy” ludźmi. No ale nie o tym … bo znowu się zamyślę nad +/- i spędzę kolejny dzień na kombinowaniu co zrobić!

Ostatnio wdrożyłam w życie kilka planów.
Po pierwsze wzięłam się porządnie za pisanie pracy magisterskiej. Uznałam, że już czas. Przy marzeniach zostania „szefem wszystkich szefów” wielkich podróży i sukcesów zawodowych, brak jakiegokolwiek tytułu staje się niestety wąskim gardłem. Tak więc piszę, tworzę i czytam. Mam ambitny plan na stworzenie owego dzieła do końca lipca. W sam raz super prezent na urodziny!

Po drugie przystąpiłam do kolejnego etapu swoich ćwiczeń na siłowni. Trafiłam ostatnim razem na super trenera, który dał mi taki trening, co wyciska siódme poty a dodatkowo cudownie rzeźbi figurę. Jest masakrycznie wycieńczający. W środę nie mogłam nawet podnieść ręki żeby otworzyć drzwi do domu. Trener kazał mi robić pompki! Nie wyobrażałam sobie że umiem zrobić aż 7 regularnych pompek! Czuje się jak żołnierz :D
I tak 3-4 razy w tygodniu! Pod tym względem zaliczam Londyn do wielkiego sukcesu – osobistego! Do Kate Moss może jeszcze trochę mi brakuje, ale cóż … nie od razu Rzym zbudowali!

Kolejną nowością w moim życiu jest Facebook :) Broniłam się jak mogłam, żeby się nie zapisywać – wykasowałam kilkanaście zaproszeń, które dostałam wcześniej. Jakoś mnie denerwują te portale zabawki! No ale już jak zobaczyłam zaproszenie na Facbooka przychodzące na moją skrzynkę w pracy, to powiedziałam sobie że może fakt – nie wzbraniajmy się więcej i się zapisałam. Mogę się poszczycić ładnymi zdjęciami (tak tak, Love je zrobił) i 17 znajomymi hehehe. Jednak zgodnie z oczekiwaniami nie jest to moja główna rozrywka. W UK ludzie mają z tego wielki ubaw i niektórzy już podobno uznają to za swój główny sposób komunikacji ze znajomymi :)

Poza tym z wydarzeń aktualnych to mieliśmy w Londynie rocznicę zamachów bombowych i nawet znaleziono klika w mieście. W metrze co chwilę zamykali jakąś stację ze względu na podejrzane bagaże lub ludzi. Niemniej jednak bardzo podobało mi się podejście mieszkańców Londynu do kwestii ewentualnego zamachu. Nie dają się zwariować, nie panikują i nie siedzą w domach. No może oprócz Love, który stwierdził, że metrem to on jeździł nie będzie! Tak czy inaczej, żyję, na razie nic mnie nie wysadziło i dodatkowo dało do myślenia, że trzeba być gotowym zawsze i wszędzie …

Poniżej- kilka zdjęć z ostatnich dni:

(image)

Buziaki!
wciąż niezdecydowana
j.




I’m bringing sexy back …

2007-07-02T08:43:19.841+00:00

(image)


Nie pisałam znowu długo, bo działo się tyle rzeczy, a ja żeby napisać mądrego (no dobra, przynajmniej minimalnie interesującego) posta musze znaleźć trochę wolnego czasu i spokojnie przetrawić co się tutaj dzieje.

Zatem … w odwiedzinach byli u mnie rodzice. Z rodzicami … różnie bywa – najczęściej nietoperze (jak mówi Cebulka): nie widza, nie słyszą a się czepiają. Troszkę się tylko wpisywali w ten opis, bo w większości było bardzo miło. Ze względu, że mama i tata są doświadczonymi podróżnikami, to dokladnie wiedzieli co chcą obejrzeć, gdzie pójść na spacer, co zjeść i czego się napić. Muszę przyznać, że od tej strony nigdy nie odkrywałam jeszcze Londynu. Dlatego tez jestem bardzo zadowolona że tu przyjechali. Również dlatego mogłam z nimi pobyć, bo w domu kochane ziomki znajomki nie pozwoliły siedzieć z mama i tata przed telewizorem.
Nawet Liso zdecydowała się na ryzykowne spedzenie caaalego dnia z moimi rodzicami. Mama była szczesliwa, bo miał jej kto słuchać :-) Lisek uratowal mnie i tate przed kolejnymi historiami mamy (które przeciez i tak znamy na pamiec). Tata tez był szczęśliwy, bo Liso była super kompanem na fajke i do piwka!

Ponadto – w końcu nadeszło długo oczekiwane Boat Party! W piątkowy wieczór wsiedliśmy na statek, który pływał po Tamizie przez 4 godziny. My w eleganckich strojach popijaliśmy drinki oglądając najladniejsze miejsca w Londynie. To zupełnie inne uczucie przepłynąc po Tower Bridge niż zobaczyć go z brzegu. Albo widok na Canary Warf. Codziennie tętniąca życiem dzielnica biznesowo-finansowo; wieczorem wielkie budynki i świecące się na szczytach logotypy.

(image)


(image)

W pracy zrobiło się troche smutno, bo odeszła Trisha. Najfajniejsza osoba, która wnosiła bardzo dużo życia i uśmiechu do mojego działu, który w ciągłym nawale pracy umie mówić: Good Morning, I have a question oraz Lunch? No cóz … rozumiem ją jednak – tęskniła za domem. A lot do Australii nie jest tak latwy jak lot do Polski. Powieje teraz nam nudą troszeczke. Jedyny pozytyw jest taki, że zyskałam nowe biurko (bliżej mojego menago), które ma widok na nic innego jak na zamek Królowej Elżbiety w Windsorze. Jaka mi sąsiadka się trafiła :-)?

Tymczasem, muszę powiedzieć, że zyskałam parę fajnych znajomych w Londynie. Będzie fajnie mieć potem przyjaciol z całego świata … chociaż nie zdziwię się jeśli część postanowi zostać tu na stałe, lub przynajmniej na jakiś dłuższy czas.

Ja tymczasem postanowiłam zaniechać obiecywania w każdym poście że wrócę lub nie :/ Wczoraj Manish, kolega praktykant :-), powiedział, że skoro przyjechaliśmy razem tego samego dnia na praktykę, nie mogę go zostawić samego – jak on zostaje na 1,5 roku. Z drugiej strony chciałabym już powiedzieć: odchodzę, odchodzę, odchodzę. Nie wiem jaka będzie ta ostateczna decyzja i powiem … ale 31 sierpnia, gdy już będę spakowana!

Dzis wiem tylko jedno – niezależnie od tego co postanowię – moje życie się zmieniło!

Ściskam gorąco!

Justyn.ka




Paradoks

2007-06-19T12:11:55.644+00:00

Bylam przez 10 dni w Polsce i wiele sie wydarzylo. Jechalam z wielkim usmiechem na buzi i nawet nie stresowalam sie wydajac kolejne pieniadze na Calvin Kline i Clinique … Gdy wyladowalam w Warszawie (mimo, ze spozniona) to bylo super uczucie. Nawet te okropne gabczaste kanapki w samolocie jakos mi smakowaly.

Tydzien byl bardzo intensywny: wesele Marty, spotkania z rodzina, z Barbarka i Asia M, Niewozewka, Beatka, Cebulka, moim zespolem BDIB Radoszkiem & many more. Poza tym papa party Cebulki, ktora jedzie na roczek do Bulgarii i walne absolutoryjne rady (moich nastepcow).

Po powrocie z Londynu Polska okzala sie byc mala, niezatloczona i taka cicha. Weszlam rowniez na wage po tych 3,5 miesiac i okazalo sie ze jest mnie o 11 kg mniej! Super tak!

Tydzien w Polsce byl bardzo fajny, ale doprowadzil do paradoksu! Nie spodziewalabym sie tego nigdy. Kiedy wyjezdzalam bylam szczesliwa, bo to mial byc przedsmak powrotu do mojego kraju! Ze jak wroce do Londynu, to juz wlasciwie bedzie tylko 2 miesiace i bede w domu – na zawsze! Stalo sie jednak inaczej. Wysiadlam na lotnisku i dopiero poczulam ze jestem w domu :-) Moj Londyn, moj balagan, moj tlum, moje “sorry” i “excuse-me” na kazdym kroku. Ludzie zagadujacy w pociagu. Mimo, ze od dawna nie przyszla mi do glowy mysl, zeby zostac – to w niedziele, w najmniej spodziewanym momencie, zaswiecila sie zarowa: Moze bys zostala! I tym razem nie jest to problem, ze sie wiecej zarabia, ale dlatego, ze tu jest dobrze! Nie mam pojecia co zrobic: lubie to, ze rodzice sa daleko i rozmawiam z nimi milo i sympatycznie (bez wtracania sie w najdrobniejszy szczegol, tego co robie) 2-3 razy w tygodniu, lubie to ze perfumy kosztuja tyle co bilet na tydzien po miescie, lubie to, ze moge sie ubrac jak chce i nikt na to nie zwraca uwagi, lubie to, ze tu jest wielki swiat i nie musisz sie nazywac Kylie Minogue, zeby byc jego czescia.

Jasne – tesknie za wieloma rzeczami, ale kiedys byly tylko argumenty przekonujace do powrotu, dzis szale sie rownowaza.

I co teraz?



A Liso miasto to Bialystok ...

2007-06-06T22:37:18.971+00:00

Mimo, ze dzis juz bujam w oblokach - doslownie i w przenosni (bo jutro wylot do Polski i 10 dni z rodzinka i przyjaciolmi), ale musze Wam opisac weekendzik z Liso!



Zacznijmy od tego, ze byla sliiiczna pogoda! Liso przyjechala w piatek ze swojego malowniczego Bialegostoku (eng. Basingstoke), poszlysmy kulturalnie wspierac nasza druzyne w meczu z Brazylia. Tzn. przyznam bez bicia, ze zauwazylam tylko tego jednego gola, ktorego strzelila nam Brazylia na sam koniec, bo stalam w kolejeczce po piwko (na druga nozke). No ale na meczyku bylam - zaliczone.



W sobote odbylysmy super wycieczke nad Tamize (piffko of kors) - poplotkowalysmy w nadrzecznym pubie z widokiem na rzeke, London Eye i Big Bena. No i wreszcie odkrylam prawdziwy urok Trafalgar Square. Niby takie miejsce w samym centrum, ale jak juz sie usadzilam na schodach przed National Gallery albo na fontannie to tak fajnie i spokojnie i wydaje sie ze te wszystkie taksowki i autobusy jezdza cicho i daleko :-)



(image)


Liso przesiedziala pol wakacji na Trafalgar Square jak byla w Londynie kilka lat temu.



W niedziele bylo oczywiscie znowu piweczko, zdjecia w Regent's Parku i odchamianie sie w National Gallery (sie tylko zdenerwowalam, ze zamkneli pokoje Van Gogh'a i Moneta).



Dzieki sponsorowanemu aparatowi mamy sliczne foteczki :-)



Soryyyy - nie ma jak ziomek super ziomek do piweczka, zwiedzania i foteczek i jak sie okazuje rowniez do odchudzania ... trzeba bedzie jeszcze zadecydowac pomiedzy ziolkami a piwkiem :-) ale to moze innym razem ... :-)



buziaki przesylam i wylaczam sie na kilka dni ... z czytelnikami spotkam sie w kraju :-)

J.



A ch** ze padalo :-)

2007-05-30T22:22:51.795+00:00

Tak obiecalam Lucy&MJ ze zatytuluje tego posta!!!I w tym miejscu chĘtnie opowiem Wam dlaczego. Otóz w weekend odwiedzil mnie moj najwspanialszy pod sloncem zespol w postaci Lucy & Marty. Opowiem Wam jak bylo od poczatku.Na kilka tygodni wczesniej rozpoczela sie goraca wymiana maili: jak kupimy bilety do Madame Tussaud, czy shopping zniszczy nas finansowo, jak przyjechac z Luton do Londynu, jakie ciuchy zabrac I czy damy rade zalicz 8174 klubow w 3 noce? Staralam sie jak moglam, ale nie posluchaly zeby zabrac cieple rzeczy (no tak w Polsce jest 30 stopni).Na Luton oczywiscie jak tylko zobaczylam dziewczyny w holu rozbrzmialo glosne: SORYYYYY i juz wszystko bylo wiadomo!!! Od razu w nocy otrzymalam przesliczne prezenty:- gazetki: Gala, Glamour I Uroda, zebym zawsze byla na czasie z trendami I plotkami (dzieki Kasiu!!! Brakowalo nam Ciebie)- piekny plakat by Klisiewka- Herbatki i MIKROFON!!! Jako niezbedny atrybut czlonkinie zespolu (ktory oczywiscie chĘtnie wykorzystalysmy spiewajac najwieksze hity parkietów)oraz … duuuzo pozdrowien!Weekend byl czaderski: strzelalysmy foteczki na Portobello Market, potem wpadlismy zobaczyc palac krolwej, ale nie powalil nas ;-). Oczywiscie najbardziej odjechane bylo Madame Tussaud’s. Poszlysmy najpierw bez biletów, ale sie okazalo, ze oczywiscie to muzeum jest de best w kwestii poznania jednego z nieodlacznych rytualow w UK – KOLEJKI!!! 3 godzinna pespektywa sprawila, ze byla komenda na w tyl zwrot ;). No ale poniewaz Klimeczek glowe ma nie tylko zeby na niej czapke nosic, wiec pomyslala i wymyslila :-) Wpadlysmy do Café Internet za rogiem i kupilysmy bilety on-line, co sprawilo, ze nasza kolejeczka skrocila sie do 10 minutek :D SUPER TAK!!! No i sie zaczelo: Justin, Tiger Woods, Merlin Monroe, J.Lo i cala parada!!! Mnostwo swietnej zabawy no i teraz moge sie pochwalic ze znamy tyyyle gwiazd. Martusia strzelila z lokcia Angeline Jolie, wiec miala Brada (Radzia) Pitta dla siebie a Lucy jak zarzucila okulary obok niegdys Terminatora dzis senatora, to serio wygladali jak z Hollywood!!! Ja bylam najbardziej szczesliwa, ze moj tylek wcale nie jest wiekszy od J. Lo :DTo my z J.Lo. ale Kasia nie martw sie, nigdy bysly Cie nie zamienily na JenniferZakupy oczywiscie tez mialy miejsce i chyba kazdy wrocil zadowolony: perfumy, t-shirts i spodenki – check – oczywiscie jak znam girls, to na Luton zrujnowaly sie do reszty!Najlepsza rzecz przytrafila nam sie w poniedzialek wieczorem. I nie mowie tu tylko o tym, ze moja kurteczka z zimy wisi na mnie jak na patyku, ale o tym ze bylysmy na SALSIE!!!! Lucy jako królowa salsy w europejskiej stolicy salsy powiedziala: IDZIEMY! Zatem tak zrobilysmy: Salsa Bar (96 Charing Cross Rd.) to niesamowite miejsce: wygladalo jak zadymiony klub na Kubie (z klimatem, wentylatorami na suficie, caly pomaranczowo-czerwony)! Wszyscy tancza: grubi, chudzi, mali, duzi, brzydcy, ladni, poczatkujacy i mistrzowie! Niesamowite miejsce. Nie dla glupiutkich blondynek na podryw, ale dla tych ktorzy chca sie dobrze bawic! Widac, ze ludzie nie przychodza sie zniszczyc, tylko tanczyc, o czym swiadczy luz przy barze – zadnego przepychania i oblewania sie piwem! Oczywiscie tanczy sie w parach – bo o to w tancu chodzi!Lucy krolowala na parkiecie a my z Martusia sie uczylysmy i sie zakochalysmy (w salsie oczywiscie). Tanczylam pol wieczora z jakimis mistrzami, ktorzy mieli dla mnie duzo cierpliwosci i tym sposobem umiem: obroty, przejscia i inne sztuczki!!! Takie bylysmy zachwycone, ze nawet dalysmy spokoj z wracaniem metrem i poszlysmy na nocny autobus:-)SIE DZIALO SIE!!! Salsa Queens: od lewej Lucy, Marta & ja :-)Aha, i jeszcze obowiazkowo poprzypominalysmy sobie nasza idolke Dode, ktora ostatnio po opuszczeniu swego meza wypierdka Radoslawa Majdana zablysnela wierszem: odchodze odchodze odchodze :) wiec w tej kwestii tez byla zabawa :DKurcze … powiem Wam ze trudno opisac ten weekend!!! Lalo caly c[...]



welcome to UK!

2007-05-23T11:32:52.650+00:00

Tytul posta na pierwszy rzut oka moze sie wydawac troche przedawniony ... ale nie oceniajcie po pozorach! Pisalam wczesniej ze maj bedzie goracym miesiacem i mialam racje - super tak!

Po pierwsze przyjechala Liso! Nie musze Wam oczywsicie mowic, ze sie super ciesze, bo przednio sie bawilysmy juz na naszym pierwszym spotkanku: piwko i fajeczka (odstepstwo od zdrowego trybu zycia) sprawily, ze nareszcie w Londynie pojawil sie kolejny "swojak"! Liso teraz niestety pracuje 20 godzin na dobe, ale na pewno niedlugo uzna ze to nie ma sensu i sie opamieta:D

Po drugie byly urodziny Love! Love zaprosil nas do bardzo fajnej polskiej restauracji. (uwaga od autora: w mniemaniu Love zaprosil oznacza ze wyslal maila ze zaprasza, ale placilismy sami :D:D:D) Zjedlismy super torty (znowu odstepstwo od zdrowego trybu zycia) i Love dostal sliiiczne prezenty, ale to sam sie na pewno pochwali w sekcji komentarzy - jak go znam ;-)

Po trzcie byla impreza w sobote!!! Najlepsza na jakiej tu bylam do tej pory :-) Zoo Bar na Covent Garden czy Soho (sama juz nie wiem) cechuje sie: pycha drinkami, tancami na rurze i super klimatem. Oprocz muzyki na scianach sa ekrany i plazmy, na ktorych puszcaja teledyski! Dawno sie tak nie wytanczylam. Najlepsze zaczelo sie jak wyszlam z klubu i weszlam do metra. Z reka na sercu powiem - to sie tam dzialo w nocy - godziny szczytu w Warszawie przy tym to jest luz!
Niemniej jednak klimet jest super - mnostwo ludzi na ulicach: switatla, muzyka :-) CZAD! Mam obawy, ze niektorzy jeszcze po tej sobotniej imprezie trzezwieja dlatego narazie nie moge Wam pokazac zdjec bo ich nie mam :(

No i przechodzac do sedna sprawy i wracajac do tytulu posta. Z najwieksza radoscia w piatek o 23.00 w niejakim Luton przywitam na lotnisku: Lucy i MJ :-) Caly weekend nasz!!! Jedyne zagrozenie jakie w tym wszystkim widze, to ruina finansowa :-) Ale poza tym to bedzie: lans, bans i okulary przeciwsloneczne! W planie lunch z krolowa Elizabeth, impreza z ksieciem Williamem (wiecie ze znowu jest wolne :-)), foteczki z Justinem Timberlake'iem i uprawianie jednego z czolowych sportow swiata: shoppingu :-)

Dodatkowo los rozpiesci Brytyjczykow dlugim weekendem w postaci Bank Holiday w poniedzialek - wiec na pewno wiele do opowiadania po wizycie zespolu ;-)


Dzis Liverpool gra w finale UEFA Champions League z AC Milan. GO LIVERPOOL!!!!!!!


(image)

Cool Bananas!

Buziaki!!!




Eurovision 2007 - odkrylam nowa ceche Brytyjczykow

2007-05-17T13:18:31.754+00:00

Witam wszystkich pieknie w ten “jak zwylke” deszczowy dzien w Londynie.

Jak niektorzy moze wiedza w ostatni weekend odbyl sie konkurs Eurowizji 2007, w ktorym w tym roku Polska udzialu nie brala - ze wzgledu na to, ze w ostatnich wystapieniach wypadala niezwykle slabo (nie wyrobilismy kryterium punktowych tzn., ze jestemy zawieszenie na jakis czas). Ja sama Eurowizji rowniez nie ogladalam, udalo mi sie zobaczyc tylko koncowke czesci w ktorej przyznaje sie punkty.
Chcialam Wam jednak napisac o tym jak do tematu podeszla Wielka Brytania, bo bardzo mnie tym rozsmieszyli.

Otoz Eurowizje wygrala Serbka (wygladajaca jak chlopak) z ok. 300 pkt, drugie miejsce zajela Bulgaria (facet ktory wygladal jak dziewczyna). Wielka Brytania uplasowala sie na szarym koncu z oszalamiajaca iloscia punktow – ok.20!!!

No i sie zaczelo!!!
Nastepnego dnia po imprezie we wszystkich gatezkach darmowych i nie tylko wszyscy zaczeli grzmiec: ze Eurowizja to pokaz tanich kawalkow, ktore sa spiewane przez bande dziwakow. Dodatkowo wszystko jest polityczne, bo sasiedzi zawsze glosuja na siebie (biedna ta Polska, bo na nas to nikt nie glosowal przez ostatnie 3 sezony – kiepscy sasiedzi) wiec UK jako wyspa, to nie moze na nikogo liczyc i nikt na nas nie glosuje. Zatem ogolnie Wielka Brytania trabila, ze konkurs jest beznadziejny, bezsensowny i w ogole be! Bo go nie wygralismy!!!

Nikt jednak nie wzial pod uwage, ze piosenke ktora zaspiewala Wielka Brytania, w postaci zespolu Scooch, ktory przebral sie w stroje stewardes i machal plastikowymi lizakami, byla tak tania i zenujaca, ze moim zdaniem nie zasluzyli nawet na polowe punktow ktora dostali :-)

(image)
W tajemnicy Wam powiem, ze ogladalam wewnetrzne wybory UK piosenki na Eurowizje.

Moim zdaniem byli lepsi kandydaci, ktorzy mogli pojechac na konkurs i jakby go przegrali, to przynajmniej nie byloby wstydu, ze mielismy smieciowa piosenke. 5 pozostalych kawalkow, ktore nie wyjechaly na Eurowizje przynajmniej mialo klase i wykonawcy nie wygladali jak pajace. Mowie Wam ICH TROJE przy Scooch to szczyt dobrego smaku i klasy :-)

Tak czy inaczej – jak byly wewnetrzne wybory piosenki, to BBC i cala telewizja o tym mowila, tylko w innym tonie! Mianowicie: Eurowizja to najwieksze wydarzenie telewizyjne w Europie, daje szanse wykonawcom i dodaje prestizu ...

Jakiez zmienne to UK? Wszyscy winni tylko nie MY :-)



no i po wiosnie...

2007-05-09T21:37:51.056+00:00

... w Londynie zrobilo sie znowu smutno: wieje wiatr, jest zimno i znowu niczym z bollywodzkiego filmu czasem slonce czasem deszcz (raczej deszcz). Kaloryfery znowu poszly w ruch i trzeba owijac szyje szalikiem. Pan w BBC, ktory codziennie z usmiechem na twarzy mowi: "It may or may not rain. Have a nice day!" ostatnimi czasy ma racje :-)

(image)
No ale coz - trzymamy kciuki za poprawe pogody wkrotce.

Niedawno stala sie wielka tragedia, dlatego, ze moj komputerek sie zepsul. Ci ktorzy mnie znaja lepiej wiedza, ze komputera z internetem potrzebuje bardziej niz kawy i fajeczki :-) No ale poniewaz nie mozna bylo siadac i sie zalamywac dzielnie przynioslam do domu komputer z pracy (ktory jest super lekki) super go shakowalam i dzieki temu mam lacznosc ze swiatem :-)

A propos papierosow - musze przyznac - ze palenie rzucilo sie samo. Z Polski przywiozlam 2,5 paczki a na polce lezy caly czas jeszcze 1,5 paczki! Duzo ludzi mowilo ze rzuce tu palenie, ale raczej z powodu cen, ja raczej chyba rzucilam z braku towarzystwa do fajeczki. I to chyba dobrze, bo w tej sytuacji moge stwierdzic ... ze nawet nigdy nie musialam palic :-)

Ostatnimi czasy (poniewaz byl Bank Holiday) odkrylam osobiscie i po raz kolejny uroki typowego Brytyjskiego pubu. Bardzo mi sie podoba ta instytucja!!! Jest glosno, nie dlatego ze po uszach wali jakas niby super-muzyka, ale dlatego, ze ludzie rozmawiaja, smieja sie i nawet spiewaja ... oczywiscie zeby postawic piwko nalezalo skorzystac z poleczki, ktora jest przykrecona do wszystkich scian w pubie. Po przebiciu sie przez kolejke do baru (oczywiscie) do wyboru jest ok. 8 kranikow z dobrym piwem, do ktorego w szanujacych sie pubach nikt nie dolewa wody (albo przynajmniej nie tyle). W takich miejscach nie ma tez wyfikowanych 14-latek, ktore chodza po ulicach polnagie, nie ma tez zadnych awantur i bijatyk. O 12.00 szanujace sie miejsce zostaje zamkniete (zanim wszyscy sie zniszcza i zasyfia cale miejsce) wytrwali ida dalej imprezowac, a reszta kulturalnie udaje sie do metra, autobusow etc. Jak dla mnie 5+ dla Angli za puby :-)

No i musze przyznac, ze Bank Holiday i poprzedni tydzien doprowadzily mnie do ruiny finansowej: zakupy, zakupy, zakupy. W ten weekend zostaje w domu i jedyne gdzie moge isc to spacer w parku, silka, i warzywniak za rogiem :-)

Pozdrawiam goraco i z radoscia informuje, ze minely 2 miesiace odkad jestem w UK i czuje sie w stopniu zaawansowanym wkomponowana w to miejsce!

buziaki,

j.



Sie dzieje sie

2007-05-02T10:47:29.646+00:00

Dawno nie pisalam. Dzis jednak pomyslalam, ze jak nie bede updatowac bloga, to wierni czytelnicy nie beda juz wiecej tu zagladac, a tego bym nie chciala.

Zaczal sie maj. Bardzo fajny miesiac i juz nie moglam sie go doczekac! Po pierwsze dlatego, ze w pracy skonczylam robic wreszcie globalny raport dla szefow wszystkich szefow. To bylo straszne – siedzenie w biurze do 22.00 i objadanie sie pizza na kolacje (na cale szczescie na koszt firmy). Po drugie wreszcie umowilam sie na stworzenie indywidualnego planu treningowego na mojej ulubionej silce, wiec ide na godzinny interwiev w sobote … zobaczymy co mi wymodza.
No i po trzecie – NAJWAZNIEJSZE – maj i czerwiec beda obfitowaly w odwiedziny!!! Zacznie sie od przyjazdu krejzi Liso!!! Bedzie tu razem ze mna praktykowac, co prawda w innej fimie, ale zawsze latwiej sie spotkac weekendowo, jak sie jest w jednym kraju:-) Juz Cie w oknie wypatruje kochana…
Potem na Bank Holiday (28 maja w Anglii) przyjada do mnie Lucy i Martusia, wiec nasz girlsband bedzie prawie w komplecie :-) Potem ja odwiedzam Polske na troszke w czerwcu, a sezon odwiedzin w Londynie zamykaja mama i tata. Sie bedzie dzialo sie! Aha - oczywiscie czekam na obiecana wizyte Klisiewki!

Ja tymczasem doznaje kolejnych olsnien w Londynie.

UBRANIA TUTAJ WCALE NIE SA TANIE! Oszukuja Was! No chyba ze interesuje was koszulka za £1, ktora rozpadnie sie po 1 miesiacu noszenia. Wszystkie sklepy popularnie nawiedzane przez ‘mlodziez i ludzi’ maja takie same ceny. Dodatkowo moge Wam podac ciekawostke, ze w jednym H&M spodnie moga kosztowac £35 a w drugim H&M (dwie stacje metra dalej) juz £40. Dlaczego? Nie pytajcie. Chyba klienci musza pokrywac niekorzystny council tax.

W PUBACH W LONDYNIE SIE STOI! Dokladnie tak jak mowie. W Polsce jak sie wchodzi do pubu, I nie ma gdzie siedziec, to sie … wychodzi I szukam miejsca gdzie indziej. Tutaj nikt sie nie przejmuje. W czasie po-pracowego piwka w pubach jest 3 razy wiecej ludzi niz miejsc siedzacych (zupelnie jak w autobusie linii 171). Kazdy trzyma piwo w garsci i prowadzi ozywione dyskusje ze znajomymi. Co smieszniejsze. W starych pubach, czesto na zewnatrz, nie ma stolikow, tylko takie polki, zeby sobie postawic piwko. Super tak!

WSZEDZIE SA KOLEJKI! To jest element szoku kulturowego w UK. Czeka sie wszedzie i na wszystko: po bilety na London Eye, wejscie do metra (w sensie do wagonika, czasem wsiada sie do 3 pociagu), wejscie do sklepu (nie do przymierzalni), nawet pociagi zanim wjada na stacje musza poczekac, az bedzie dla nich wolny peron (o metrze nie wspomne, zdarza sie ze 4 linie jada po tych samych torach – porazka)!!! Tym ktorzy nie maja cierpliwosci nie polecam tego miasta :-)
Codzienne zycie jest juz zupelnie normalne. Otworzylysmy z Joanna sezon lunchykow na tarasie a takze grube swetry i kurtki na dobre zagoscily w najglebszej szufladzie. Zycie sie uklada ...

W ostatni weekend nadrobilam chyba wszystkie podstawowe zaleglosci zwiedzania Londka. Widzialam Tower of London, Tower Bridge i Globe Theatre. Zostalo tylko zwiedzanie wewnatrz.



(image)

Na zdjeciu ze mna jest Kate. Mielismy male CC Reunion. Kate (znana rowniez jako Lusha, przyjechala w odwiedziny z Paryza)


Majowe buziaki.
Zazdrosna o majowy weekend :-)
Justyna



Święta w Szkocji

2007-04-17T20:43:30.233+00:00

wiem, wiem juz dawno byly swieta. Ale jak juz pewnie caly swiat wie, bylam w Szkocji z Pawlem, potocznie zwanym Love. A ponieważ spędziliśmy 4 dni razem, to musieliśmy mieć tydzień przerwy. Zatem dopiero w niedziele wieczorem się z nim spotkałam, żeby wziąć plyte ze zdjęciami, żebyście mogli zobaczyć.Podczas calej wycieczki Love sprawowal się bardzo ladnie (tylko czasem mnie denerwował). Wszystko zaplanowane i zabudżetowane :D:D:D. Najgorsza przygoda była rano jak tylko przyszliśmy na peron. Pociag był extra luksusowy i wygodny, ale okazalo się ze wszystkie miejsca są zarezerwowane. Love nie był Az taki bystrzak, żeby zarezerwowac nam siedzonka. Szybko się zrewanżował, bo przebiegl caly pociąg aż się za nim kurzyło, ale upolował nam ładne siedzonka. I już za 4 godziny i 41 minut byliśmy w Edynburgu – w Szkocji. Szkoci uważają się za oddzielny kraj. Nie chcę mieć za wiele wspólnego z Anglikami (to mnie jakoś nie dziwi :P). Ta część Wielkiej Brytanii jest zdecydowanie ładniejsza – zielona, mniej zatłoczona, mniej zaśmiecona, uśmiechnięta. Rosną kwiaty, w parkach nie trzeba się przepychać, no i jak się staje na szkockim pagórku to czuje się taki fajny wiatr od Morza Północnego. A najśmieszniejsze są te owce i króliki wszędzie, wszędzie, wszędzie i trawa trawa trawa trawa trawa trawa trawa trawa trawa trawa … Ze złych stron, to przychodzą mi do głowy tylko bezstresowo wychowane dzieci, które w wieku 15 lat palą papierosy i piją na ulicach a potem o 22.00 trzeba przeskakiwać kałuże z tego co im się już nie zmieściło w brzuchu … (ble) Udało nam się bardzo dużo zobaczyć, może dlatego, że Love zamiast chodzić to biega jak japońska wycieczka. Ładne miejsce to fotka i lecimy dalej. Nie wspomnę o muzeum. jeśli obejście muzeum zajmuje więcej niż 10 min (a z reguły tak jest) to nie opłaca się wchodzić, bo Love będzie się nudził: zupełnie jak małe dziecko, albo będzie mu się chciało siku, albo pić albo jeść :)Tak czy inaczej… w Edynburgu udało nam się wspiąć na górę z której widać całe miasto, zobaczyć zamek i posłuchać grajków grających na kobzach. No i oczywiście ludzi chodzących w kiltach. Widzieliśmy muzeum whisky i symulacje produkcji „szkockiej kraty”. Poza tym stare miasto (wpisane na listę UNESCO) jest pełne wąziutkich uliczek (szerokich na rozłożenie rąk), które często są schodkowe. Obowiązkowym punktem wycieczki było Glasgow. Pojechaliśmy tam głównie w celach towarzyskich, bo Love chciał się spotkać z Laurą, która była razem z nami w CC a ja koniecznie chciałam się spotkać, na dawno umówioną herbatke u Łopatka!!!Łopatek dzielnie studiuje w Szkocji i od czasu do czasu zajmuje się oprowadzaniem ziomków znajomków po Glasgow. Pokazał nam Uniwersytet, Katedrę oraz niesamowity cmentarz na wzgórzu (moim zdaniem tak samo piękny jak cmentarz na Rosie w Wilnie, chodź mniejszy i innego wyznania). Poza tym byliśmy również z Love nad rzeką, na targu w Glasgow i na zakupach (o zgrozo – kupowaliśmy rzeczy dla niego). Czułam się zupełnie jak na zakupach z Niewożewą i Arentem, ale w odróżnieniu od nich Love szybko się zdecydował. Ostatni dzień podróży był chyba najprzyjemniejszy – pojechaliśmy nad morze!!! W St. Andrew’s było śliczne słońce, piaszczysta plaża, ruiny zamku – bajka. To małe miasteczko na północy słynie z tego, że tam narodził się golf, więc mimo, że wieje (żeby gorzej nie powiedziec… ) jak w Kieleckiem ludzie twardo chodzą z wózeczkami z kijami i w smiesznych spodniach i grają:-)Nie starczy mi już czasu ani weny twórczej, żeby Wam opisać jak bardzo mi się podobało w Szkocji. Chyba najbardziej to, że nie jes[...]



Plaża w środku miasta i Oxford Street

2007-04-14T18:08:51.446+00:00

Londyn słynie z tego, ze ma najwięcej zielonych terenów w mieście. To może być prawdziwa wiadomość, bo są tu 3 ogromne parki (sądzę, ze wielkości Pól Mokotowskich w Warszawie) oraz mnóstwo różnych skwerków i parków.

Dziś w Londynie jest 23 stopnie i świeci słonce (właściwie świeciło). Żeby nie gnieść się w mieszkaniu, poszłam z koleżanką ze Słowenii na lunchyk i spacer do Regent's Park (piękne miejsce) Zauważyłam, że Brytyjczycy są absolutnie zagubieni, gdy przestaje padać deszcz i śnieg. Nagle wyciągają klapki, krótkie rękawki i wyglądają jak na promenadzie na Cote d'Azur. Dziś zaobserwowałam szczyt tej głupawki. Wczoraj było wiosennie: koszula do pracy, żakiet, jakiś szalik (bo raczej wieje) a dziś na ulicach: dziewczyny w topach i szortach, okulary słoneczne, słomkowe kapelusze i koniecznie japonki. Chłopaki wyglądali podobnie. W budkach z lodami kolejki kilometrowe. A w Regent's Parku - plaża!!! Ludzie na kocach i leżakach, zajadają się wyżej wymienionymi lodami i popijają piwo i oczywiście na grubo wcierają krem do opalania (mam nadzieję, że się nie spalą za bardzo :P)! Zaczynam się martwić co oni będą nosić i co robić jak będzie naprawdę gorąco??!! ... pewnie wybiorą się na Oxford Street ...

... tego chyba nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. Jak widzę to ulicę to mam klaustrofobie. Z Regent's Park jest blisko do metra (Central Line, przy której mieszkam) i na Oxford Street są aż 3 stacje. Zatem postanowiłam się przejść. Gdy weszłam dziś z bocznej uliczki na Oxford Street poczułam się jakbym weszła w środek pielgrzymki idącej do Częstochowy albo innego marszu przeciwko Romanowi G. Serio - nie chcę przesadzać, ale widać dziki tłumy sunący w obie strony! Na ulicy jest permanentny korek (same taksówki i autobusy) i jak się stoi na przejściu , to nie widać, czy zapalił się już zielony ludzik, czy jeszcze nie, bo zasłaniają go 2-poziomowe autobusy. I z jednej strony bardzo chciałabym sobie pójść tam na zakupy i spędzić milo czas, ale idąc musisz mówić cały czas excuse me albo sorry. Średnio widzę sens. Za duże to miasto - a Oxford Street w szczególności odrzuca totalnym zatłoczeniem.
Moja koleżanka ze Slowenii powiedziała ze w całej Ljubljanie nie ma tyle ludzi (300.000) co na Oxford Street w sobotę o 15.00. Tak więc wszystkim maruderom mówiącym, ze w Galerii Mokotów i Arkadii jest pełno ludzi chce powiedzieć, że Wam zazdroszczę że jest tak pusto.

weekendowe zdroweczka
justyn.ka




jeden strzał, dwa gole!

2007-04-13T21:49:33.278+00:00


Musze przyznac,  ze nie bylam gotowa na hurtowe bycie CIOCIĄ. Fakty 
jednak mówią same za siebie ... w 2007 roku bede potrojna :-) Kilka dni przed swietami moja siostra urodzila slicznego synka - Konrada. Czekam tylko  na date chrztu, super bedzie ze mnie "matka chrzestna" ;-)

Poza tym dzisiejszy hit!!! No moze nie taki hit, bo juz byly domysly (kazali mi siedziec ciiicho). Tak czy inaczej - Beatka i Jacek będą mieli BLIŹNIAKI!!! Nastepna gwiazdka juz w powiększonym składzie :-)


(image)


Az nie moge do dzis w to uwierzyć, dopiero bawiliśmy się na weselu no i przeciez tak niedawno siedziałyśmy w jednej ławce w L.O. A teraz bedzie mamą!!! I to podwójną. Juz sie nie moge doczekać... jak bede kupować zabawki i śpioszki dla dzieciaczków :-) całej trojki!

Tymczasem trzymam kciuki za super mamy, te świezo upieczone i te które narazie widzą swoje skarby na USG :-)

ciocia justyna





wiosna ... przynosi wiecej ludzi do Londynu

2007-04-12T21:14:36.389+00:00


W Londynie zaczela sie wiosna. Moje okno wyglada na uliczke, ktora kojarzy mi sie z filmem "Masz wiadomość" z Meg Ryan i Tomem Hanksem. Takie domki w Nowym Jorku ustawione w szereg - a na koncu ulicy stoi kosciol, z wielkim zegarem, ktory przypomina mi rano, ze juz powinnam isc do pracy. Przed domkami rosna drzewa - w pelni zakwiecone na rozowo i bialo no i oczywiscie zielono. Dzis nawet wpadlam w nastroj kupienia zoltych zonkili do swojego pokoju. Niestety kwiaty w Tesco nie naleza do najpiekniejszych i nigdy nie wygraja z tymi, ktore mozna kupic przy Hali Mirowskiej w Warszawie, ale zawsze to troche wiosny.

Londyn jako miasto slynace z najwiekszej ilosci zieleni w miescie zaczyna sie robic bardzo ladny. Parki wygladaja olsniewajaco i zazdroszcze tym, ktorzy pracuja przy Hyde Parku albo Regent's Parku i teraz moga sobie wychodzic na godzinny lunch na slonce. No coz nie mozna miec wszystkiego. Slough (moja miescinka 15 min pociagiem od Londynu, w ktorej pracuje) nie jest zbyt atrakcyjne ... kolega z pracy dzis nawet powiedzial, ze on woli zime w Slough bo jak wychodzi z pracy, to jest ciemno i juz nic nie widac :-)

Wiosna spowodowala rowniez wysyp ludzi na ulice. Codziennie mam wrazenie ze jest ich wiecej! Nie jestem w stanie sobie wyobrazic jak przyjada tu studenci, ktorzy beda sprzedawac kawe, lody i kebaby. I te tlumy turystow. Ze swojej stacji do pociagu jade metrem 8 min. Potem zeby wyjsc z metra i dostac sie do pociagu kolejne 4 min. A jak przyjeda dwa pociagi metra to juz nie ma mowy o szybkim przedostaniu sie przez bramki. Dlatego zaczyna mnie przerazac mysl co bedzie sie dzialo juz za 2 miesiace.

W tym tygodniu znowu zaliczylam kilka punktow wycieczki: zobaczylam Big Bena z bliska i slyszalam jak ladnie dzwonil, przejechalam sie double-deck auotbusem (niestety na dole, bo jechalam 2 przystanki i mialam 3 siaty zakupów) no i odkrylam kolejny sklep.

Zgodnie z moja teoria, ze kosmetyki nie maja rozmiarow i pasuja na wszystkich udalo sie upolowac bardzo przyjemny sklep. The Body Shop. Od razu oczywiscie wypatrzylam karte fun clubu, ktora przy kazdym zakupie pozwala na 10% znizki.
A poza tym przy 5 zakupie na prezent za 5 £ a przy 10 zakupie prezent za 10 £. Aha i jak sie stawie tam w dniu urodzin to kolejny prezent za 5 £.
MAcus by mnie zrozumial - te chwyty marketingowe ;-)

I jeszcze dwa zdania w klimacie silkowo-basenowo-fitnesowym. Taki jest cel ostateczny. Zamierzam powrócic do korzeni :-) I bynajmniej nie mowie o wlosach blond :-)

(image)


wiosenne buziaki



!!!WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

2007-04-05T22:55:41.221+00:00

(image)

Wesołego królika,

Co po stole bryka,

Spokoju świętego

I czasu wolnego,

Życia zabawnego

W jaja bogatego


Wszystkiego najlepszego!



(image)
P.S. Ja jestem w Szkocji z Love :-) u Łopatka na herbatce, buziaki




Nuda??? Nie tutaj!

2007-03-31T23:15:40.206+00:00


Fakt, ze mam tutaj Dzoane, znalazlam mieszkanie i skonczyl sie wow efekt powoduja, ze Londyn staje sie co raz ciekawszym miejscem. Znajduje sie duzo czynnosci, ktore wypelniaja ten ograniczony czas wolny.

I tak... plan basenowy niniejszym uznaje za "WPROWADZONY" mam juz karte do klubu, bylam na pomiarze cisnienia (wzorowy wynik 80/120), wbilam sie w kostium i fruuu do wody:-) Super plywalam:-) poza tym jak tylko dostane przesylke z Polski i odnajde w niej moje butki do biegow (KOchanie wiesz, te co kupowalismy na koncu swiata - Jelonki czy cos w tym stylu, zeby sie zapisac do World Class w Radissonie) to bede uskuteczniac stepery i bieznie a takze Aerobic i TBC :-).

Kolejną opcją na spedzanie czasu jest taniec. Otoz okazuje sie ze anglicy oprocz chlania piwska i ogladania krykietu maja calkiem fajne pomysly. Od tego tygodnia uczeszczamy z Dzoana do szkoly tanca, tudziez cwiczen alternatywnych (czyt. Joga). No wiec w srode bylysmy na Tancu Brzucha a dzis na wyrzej wymienionej Jodze. Taniec brzucha poszedl jako tako ... bedziemy trenowac - ja jestem przekonana ze dzwoniaca chusta na pewno doda motywacji :-) :-) :-)

Tance na ogol koncza sie zdrowa salatka, tudziez pycha kawka :-)

Co jest bardzo mile w calym systemie tych wygibasow to to, ze nie podpisuje sie z nikim cyrografu. Nie musialam wypelniac tony papierow, zakladac czlonkowskiej karty zmiesiecznym wypowiedzeniem (bosheee to jest tutaj straszne). Mam ochote - sa fajne zajecia - pakuje dresik i ide i tancze - nawet stepowamie, flamenco i uwaga TANIEC NA RURZE:-)

Polecam: www.pineapple.uk.com

Zycie zatem sie uklada ... odhaczam kolejne brandingow miejsca na liscie: dzis byl Big Ben, Tower Bridge.


A po swietach (czyli po powrocie ze Szkocji)  kolejny sposob na nude - idziemy do Teatru.

Nie moge sie tez doczekac cieplutkich weekendow, zeby zasiasc na tarasie u Dzoany i sie opalic na machon.

ale sie bedzie dzialo sie ...

buziaki



Cypr - wsypa Bogow

2007-04-13T09:03:46.946+00:00

Tak sie mowi o Cyprze na Cyprze, pewnie dlatego, ze jak nieliczni pamietaj z Mitologii to wlasnie tutaj z fal wylonila sie przepiekna Afrodyta. No ale nie bede sie za bardzo madrzyla na temat historii tego kraju, bo i tez niewiele sie dowiedzialam.

Byl to jednak zdecydowanie jeden z bardziej sympatycznych wypadow. Firmowe wyjazdy maja to do siebie, ze leci sie tysiace kilometrow tylko po to zeby siedziec w sali konferencyjnej. Udalo sie zlapac jednak klika godzin slonca.

Na Cyprze bylo 20 stopni, piekne slonce, drinki za darmo i luksus. Zatem mimo, ze Cypr na codzien wyglada tak:


(image)

Chyba, ze czlowiek ma troszke szczescia, jedzie na praktyke, zdobyw doswiadczenie, poznaje ludzi i dodatkowo wysylaja go na wyspe Bogow na ktorej wlasnie tak sie czuje :-)

W samolocie byly filmy, pyszny obiad (nie jakies nadmuchane kanapki) a o 7.30 pod moj domek zajechal sliczny srebrny Mercedes, ktory podwiozl mnie pod sam check-in.

(image)

No i sie zaczelo (spotkania od 7.00-15.00) nie byly az tak ciekawe, ale to co bylo potem... SPA w zasiegu reki, jazda JEEPami po gorach Cypryjski, Grek Zorba w greckiej tawernie …

(image)

No i jak mam się nie zastanawiac co robić dalej. Zostac czy wracac?

buziak




to juz miesiac...

2007-03-25T21:10:30.522+00:00

Nawet nie zauważyłam kiedy minal ten caly czas… Ponieważ mam już to za soba to zaczynam odliczanie do konca. A po glowie zaczyna się błąkać mysl – a może by zostac. Jest wiele za i przeciw.

No ale nie o tym.

Rozpoczęłam zwiedzanie Londynu. Zwiedzanie w moim stylu – wybrac się do kilku brandingowych miejsc, strzelic fajne fotki i tyle :-)Tak wiec St. Paul’s, Museum of London, Hyde Park … i może klika innych już jest zaliczone. Wszystko dzieki Asi i Pawlowi. Czekam jednak na towarzystwo, które będzie tu tak nowe jak ja żeby cale to oglądanie Londynu było „fajne” :-).

Imprezy w Londynie tez są zupełnie normalne.

Najbardziej jestem dumna z tego, ze już wiem jak się jeździ autobusami (nie jest to takie proste, bo przystanki są przeciez po innej stronie drogi) jak się robi zakupy i jak się za wszystko placi karta, bo oto (hura!) dorobiłam się swojego konta, na którym sa już nawet pieniazki i to calkiem niezle :-) Mowie Wam jak się przeliczy na zlotowki, to się człowiekowi oczka blyszcza (co nie zmienia faktu, ze za wynajmowany pokoik trzeba będzie zaraz przelac 600£).

Mój czas wolny powoli się stabilizuje … okazuje się za mam go bardzo malo. Codziennie wstaje o 7.15 aby o 8:15 wsiadac w pociag do malowniczego Slough. [malownicze to z ironią] Slough to miejscowość pod Londynem, w której jest mnóstwo Polaków (fryzjerzy, sklepikarze etc.) kilka domków przy mocno ruchliwej ulicy oraz firmy, firmy, firmy i nawet jeszcze więcej firm! No a potem ze stacji – 25 minut szybkiego marszu do biura. Co akurat nie jest takie złe … trochę sportu każdego dnia nie zaszkodzi. Dzień mija i o 17 rozpoczyna się droga powrotna, i wtedy można o 19 już spokojnie znaleźć się w domu. Ehh… 12 godzin.

No wiec w wolnym czasie robi się zwyczajen rzeczy, sprząta, pierze, czasem idzie na jakąś fajną kolacje albo piwko. Ja zamierzam wdrożyć plan – basenowy :-) ale u mnie od planu do realizacji dluga droga, wiec napisze jak będą efekty.
Ha! I oczywiście czekam na moje ksiazki, które maja do mnie dotrzec w najbliższej przyszłości.

nastepna relacja będzie dotyczyla boskiego Cypru ( i związanych z nim rozterek zostac/nie zostac)

buziaki

P.S. Zmieniliście czas na letni?





No i koniec fajerwerkow…

2007-03-30T10:38:45.107+00:00

Dokladnie tak, przezylam juz chyba wszystkie pierwsze szoki, znalazlam mieszkanie, mam normalny dostep do internetu, zaczela sie szara rzeczywistosc. Moge sie za to z Wami podzielic co lepszymi hitami:

Po pierwsze primo, jezli ktos myslal, ze na ulicach w Polsce brak kultury, to niech wpadnie do Londynu – nie mowie o kierowcach, bo Ci zachowuja sie calkiem ok, ale piesi. Jak wroce do Polski to przejedzie mnie pierwszy samochod – przebieganie przez dwupasmowke na czerwonym swietle jest normalna praktyka, nikogo to nie dziwi:-)
Z drugiej strony system wlaczania swiatel tez jest dziwny…

Kolejnym hitem jak dla mnie sa stroje w Londynie… jadac w jednym pociagu mozna zobaczyc dwie dziewczyny w podobnym wieku, o jednakowej porze dnia: jedna z nich bedzie miala szalik, kozaki oraz zimowy plasz a druga: buty z odkrytymi palacami i cieniutka zwiewna sukienieczke. Dodatkowo musze przyznac, ze mimo ze mi mowili, ze ludzie sie tu niby modnie ubieraja – to albo ja sie nie znam na modzie, albo to nieprawda :P

Londyn jest mieszanka kultur – to chyba wielu z Was wie, dla mnie to chyba za duzo. Nigdy nie wiadomo co Ci sie trafi, kto Ci sie trafi, o czym zagada, albo czy nie zacznie robic cos dziwnego. W innych krajach Europy zdecydowanie nie bylo takiej mieszanki. Ja mam niestety ten syndrom – im wiecej skladnikow w salatce – to niekoniecznie musi byc ona smaczniejsza, moze to kwestia przyzwyczajenia – jak inni lubia niech jedza. (boshe – wyszlo mi porownania a’la Misio :*)
Za to w mieszkanku mieszanki wybuchowej nie mam. Dwie fajne osoby: Girid (Austriaczka, z 3-letnim stazem w UK) i Andrew – Brytyjczyk. Juz czuje ze wiecej rozumiem z angielskiego, szczegolnie gdy oni wolaja do mnie z kuchni a ja jestem w swoim pokoju…

Pokoik mam sliczny – I juz czuje sie tam jak w domku… Zdjecia podesle jak tylko bede miala. Najwazniejsze, ze to moj kawalek podlogi :-)

No i na koniec jedzenie w Londynie – nie jest najgorsze, ale trzeba trzymac sie z dala gotowych, slicznie wygladajacych kanapek – sa obrzydliwe!!! Gabczaste, slone, tluste i w ogole be. Reszta jest ok – w sklepach jest duzo fajnych hitow, wiec zawsze mozna sprobowac cos nowego, a jak sie ma ochote na cos polskiego to Pudliszki, Tymbark i inne takie sa na poleczkach w kazdym sklepiku, nawet w tych ktory jest hinduski :D:D:D

Tymczasem koncze, bo czas zwijac sie z pracy, (chociaz pewnie pociag sie znowu spozni). A jeszcze musz odpisac Cebulce na 30 maila dzis... tak, w pracy dostaje najwiecej maili od Cebulki – super korespondencja!

Poza tym – poniewaz obiecalam – chcialam podziekowac Love za przeniesienie mojej walizki!

No i oczywiscie najwspanialszej Asi B. – nie dlatego, ze obiecalam, tylko dlatego ze zasluguje – przesylam goracego buziaka za opiekowanie sie mna podzczas moich poczatkow w UK, chodzenie na shopping i noszenie walizki :*

Zycze milego wieczoru.
Justyna



zyczonka dla super-kobitki

2007-03-08T18:16:46.106+00:00

Poniewaz spodobalo mi sie to, ze pamietam o prawie wszystkich urodzinach i moge zawsze zlozyc zyczenia na blogu, zrobie to i tym razem.


Z racji, ze w Londynie jest dzis zwykly czwartek, bez fajerwerkow to jest jednak jedna super kobietka ktora ma swoje swietao - niewazne gdzie jest!


tak wiec dla super Asi M. duzo slonca i usmiechu i kwiateczek!




(image)




WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANIE Z OKAZJI URODZIN!!!



optymizm wystawiony na probe...

2007-03-05T10:25:38.866+00:00

... ale malutka.

Wiedzialam, ze nie moze byc przeciez zle i to jest chyba najlepszy poniedzialek od poczatku roku :-)

Dzis ide klepnac mieszkanko, w pracy rozumiem co mowia inni przy biurku, wczoraj pogadalam z ziomkami na GG (Barbara dzieki za relacjonowanie Tanca z Gwiazdami live).

Chwile zalamania w czwartek trwaly razem ok. 2 godzin :-) ale dzieki Love i Dzoanie i super-czosnkowej pizzy wszystko nabralo innych kolorow i powietrze zrobilo sie inne :-)

Tymczasem lacznie z poniedzialkiem chcialam zlozyc spoznione i oficjalne zyczynia urodzinowe Tomaszowi, ex-bossowi. (Klisiewka super szef!!!) MJ byly kwiaty dla Klisiewki i uroczyste sniadanie dzialowe? Jaka szkoda ze tutaj tego nie ma :(

Tymczasem wracam do pracy! Niestety oprocz bloga i strony z tanimi liniami lotniczymi, wszystko jest zblokowane!

LOVE
J.

P.S. A w AIESEC znowu wybory - trzymam kciukasy i gdyby nie Cypr zaplakalabym sie na smierc, ze nie przyjade! Powodzenia!!!



sie dzieje sie

2007-03-03T19:23:27.983+00:00

o kurcze ... już myslalam ze nigdy tu nie napisze.

Czas leci tak bardzo szybko, ze nawet sobie nie wyobrazacie, dopiero bylo rano :-)

Flat-hunting przebieglo (podobno) zgodnie z planem. Mowie podobno, bo ja myslalam ze w 1 dzien cos znajde. Ups!
Dzis bylam w dwoch i jak tylko moje would-be wspolokatorki klepna, to sie wporowadzam w srode. Mieszkanie jest piekne, z balkonem, living roomem chyba z 30 metrow, 2 lazienki, sliczne szafy i portier otwierajacy drzwi na dole - wiec miejmy nadzieje, ze moje poszukiwania dobiegly konca.

Praca jest wporzo, moj menago jest z Austali, przyszedl do RB z najwspanielszej korporacji na swiecie - nazwy nie wymienie, ale moge powiedziec ze sponsoruje ja literka U, zupki instant i prawdziwe piekno, wiec sie dogadujemy. Open space na ktorym siedze jest tak samo duzy jak ostatnio, tylko ze my mielismy 16 biurek a tu sa 4 :-) ale mysle ze bedzie wporzo. 
Zeby wam ulatwic co oznacza wporzo, 
to zaszyfruje ze 18 marca lece na CYPR na 3 dni! 
(Tak, taka wyspa na M. Srodziemnym)

Jedyne co musze zrobic to przestawic sie na angielski, bo niestety Dody po Polsku to tu nie kumają :(

Aha hit dla samotnych dziewczyn - super nowy, fancy i hot trend w Londynie, to posiadanie dziewczyny z Polski :-) slabo jest? Tylko chyba nie za bardzo sie udaje, bo uwierzcie mi Brytyjczycy z krwi i kosci sa ciency jak Polsilver :-)

Tymczasem musze powiedziec, ze jeszcze sie tu nie zadomowilam, ale z dnia na dzien jest lepiej. Przynajmniej w metrze poruszam sie pewnie - skacze jak sarenka miedzy peronami.

hehe aha i hot, latest plota biznesowa, w Londynie z okazji Olympic Games 2012 bedzie nowa linia metra :-) mam nadzieje, ze wybudują jej nowe tory, bo po tych co mają 150 lat to sobie nie po...

buziaki londyniaki

J.





Wszystkiego Najlepszego Tomasz !

2007-02-28T16:02:23.703+00:00

no to się doczekales ... bedziesz slawny, bo pojawiasz sie na najslawniejszym blogu na swiecie :-)

WSZYSTKIEGO NAJPESZEGO TOMASZ!
no i żeby inni wiedzieli, to zapodam zdjecie, ktore obiecalam - LOVE :-)







And here I am...

2007-02-28T15:50:51.716+00:00

to chyba będzie pierwsza prawdziwa relacja z Londynu we wlasnej osobie.

Londyn jest bardzo fajnym miastem: nie jest tak zle z tym chodzeniem po lewej stronie, dostaje sie super karte miejska w kieszonce (w Warszawie takiej nie ma), chleb jest troche gąbczasty, ale bez przesady ... da sie przezyc.

Miliony ludzi, ktorzy tu mieszkaja odczuwa sie tylko w metrze i to tez nie wszedzie. A propos metra ... Niejedna stacja wyglada jak podziemia na Dworcu Wschodnim w Warszawie. To ze maja najstarsze metro to ... nie ma sie czym chwalic, bo jest okropnie duszne!!! Aha i debest jest to ze jak sie chodzi po jakiejs wiekszej stacji np. King's Cross, to mniej wiecej jakby przejsc z Kabat na Stoklosy w Warszawie. No i wlasnie, mimo ze tyle jest tych smiesznych akcji ... to fajne to metro :-)

Anglicy czytaja super-shitowe gazetki. Wszedzie ksiąze William z dziewczyna - bedzie slub czy nie?
Geri ze znanego wszystkim nastolatkom i nie tylko girsbandu we lzach,
zeby tylko Spice Girs do siebie wrocily i inne takie wiadomosci :-) 
No i Global Star - Britney ze swoim new hairstyle - absolutnie wszedzie!!!

Jutro ide pierwszy dzien do pracy, wiec pewnie znowu wszystkich zmiażdże swoją przesadzoną ekscytacją, ale jak do tej pory nikt sie na nią nie skarżył. 

Aha i Starbuck's jest przereklamowany - soryyy ale coffee heaven jest lepsze.

LOVE

J.

P.S. I nazwijcie mnie rozrzutną, ale nie bede chodzila na piechote miedzy stacjami metra, to taki glupi sposob na osczedzanie :-)